Wałęsa wielki, Wałęsa mały

Drukuj

Historia nie dała nam nigdy bohaterów idealnych. Lech Wałęsa nie jest tu wyjątkiem. Był Wałęsa wielki w 1980 czy 1982 i Wałęsa mały jak w latach 70-tych, czy z czasów prezydentury z Jarosławem Kaczyńskim u boku.

lwNigdy nie byłem szczególnym fanem Lecha Wałęsy. Od zawsze wiele mnie w nim raziło i w sposobie postępowania, formułowania myśli – może to kwestia wychowania, romantycznych lektur, które męża opatrznościowego ojczyzny wyobrażały jako herosa bez skazy sprawnie posługującego się ułańską szablą i prawiącego komplementy po francusku.

Nie mam wątpliwości, że Wałęsa był marnym prezydentem, niesiony falą ekstatycznego uwielbienia przeróżnych „prawdziwków” dziś zasilających gremialnie PiS, uwierzył w swój geniusz co owocowało nieustanną huśtawką polityczną, wymienianymi „zderzakami”, „falandyzacją” prawa i „obiadami drawskimi”. Za styl swojej prezydentury Wałęsa poniósł karę jaką było stopniowe wykluczenie z politycznego mainstreamu i emerytura na jego obrzeżach. To los Wałęsy w III RP

Ale był też Wałęsa stanu wojennego – ten samotny w Arłamowie, ten kuszony przez komunistów „gwiazdką z nieba” byleby włączył się w chór wspierających czy przynajmniej akceptujących stan wojenny. Odpowiednik Wałęsy w Solidarności RI przecież na to poszedł – wystąpił w tv, poparł komunistów, stabilizację i co tam jeszcze trzeba było poprzeć. Wałęsa mógł zrobić to samo – z pewnością z wieloma korzyściami osobistymi i gwarantowanym miejscem w czerwonym estabilishmencie. Był odcięty od przyjaciół, doradców, wiedzy o faktycznej sytuacji w kraju. Wytrwał.

Był Wałęsa karnawału Solidarności – łączący ogień z wodą, balansujący, lepszymi lub gorszymi metodami scalający wielki ruch społeczny, budujący jego wielkość i znaczenie.

Był Wałęsa potrafiący podjąć trudne decyzje o porozumieniu z komunistami w Magdalence i przy Okrągłym Stole

Był też Wałęsa lat 70-tych, młody robotnik, który jak sam kiedyś niechcący przyznał, „coś tam podpisał”.

Absurd obecnej narracji w tej sprawie polega na nierównowadze – ofensywa PiS i IPN opiera się na tezie, że te, w najlepszym wypadku kilka lat kontaktów z bezpieką, zdeterminowały wszystkie działania Wałęsy do dziś.

Mógłbym się teraz wyzłośliwić i zacząć wywodzić związek tej determinanty z promowaniem, a w zasadzie stworzeniem politycznych karier całego szeregu działaczy wywodzących się z PC i ZChN a dziś odgrywających kluczowe role w PiS , z prezesem tej partii na czele – ale tego nie zrobię. Musiałbym przyjąć tezę, że gdzieś tam koło roku 1970 komuniści zaprojektowali szczegółowo swój upadek, a potem Wałęsa na ich polecenie stworzył 10 milionową opozycję w 1980 r, wytrwał w stanie wojennym, odsunął ich od władzy w 1989 i przerwał kadencję sejmu kontraktowego doprowadzając do wyborów 1991 po których liczba ich posłów spadła do bodaj 60.

Oczywiście można postawić taką tezę, ale nie nadaje się ona do badań historycznych, raczej na konsylium psychiatrów.

Mógłbym także pisać o tym, jak mroczny był czas komuny, jak cienkie były granice, jak trudno było żyć niezależnie i jak łatwo było kogoś, pozbawionego wsparcia przyjaciół czy organizacji złamać. O tym, że ówczesna policja polityczna to nie byli harcerze. To oczywiste dla każdego, kto choć trochę z tym się zetknął, nieważne i wypierane przez organizatorów obecnej narracji.

Historia nie dała nam nigdy bohaterów idealnych. Lech Wałęsa nie jest tu wyjątkiem. Był Wałęsa wielki w 1980 czy 1982 i Wałęsa mały jak w latach 70-tych, czy z czasów prezydentury z Jarosławem Kaczyńskim u boku. Oczywiście wolałbym, żeby  umiał rozliczyć się ze swoją przeszłością, choćby tą z lat 70 – tych jak Jacek Kuroń ze swojej fascynacji komunizmem w latach 50-tych – szczerze i słowem drukowanym. Nie zrobił tego i pewnie nie zrobi. Nie mam jednak wątpliwości że całym swoim życiem, każdym późniejszym sukcesem każdą porażką odkupił winy, jeśli takie były.

Choćby IPN wydał jeszcze 100 książek dowodzących że Wałęsa jest zły – dla mnie pozostanie człowiekiem o skomplikowanej drodze życiowej, politykiem, który mnie nigdy nie porywał, ale muszę docenić jego wielkie chwile i fakt, że to on był przywódcą Polaków, którzy wyrwali się ze szponów komunizmu i niesuwerenności.

Chcemy, czy nie – w podręcznikach historii na całym świecie będzie występował w tej ostatniej roli. Z czasem, w tych podręcznikach zacznie się jawić jako ułan. Taki los postaci historycznych, które zmieniały skutecznie świat.

 

Twitter @Marcin_Celiński

Facebook https://www.facebook.com/marcelinski

Źródło obrazu: 

http://en.poland.gov.pl/Solidarity,,7309.html

Czytaj również
  • eReS

    Doskonały tekst. Sięgnąłem ostatnio po „Dziennik pisany nocą” Herlinga, z zimy stanu wojennego 1982. Niemal na żywo opisuje tam wstydliwy epizod, z którego tłumaczył się później kardynał Glemp, kiedy cały Episkopat zabiegał u Wałęsy o poparcie Jaruzelskiego i tzw stabilizacji w kraju. Wałęsa okazał się uparty i bardziej odważny, niż spodziewali się biskupi, odmawiał. Co ciekawe, równie obcesowy w stosunku do Jaruzelskiego okazał się wtedy Jan Paweł II, którego ostre słowa nie były na rękę ugodowemu klerowi. To wtedy tłumaczono papieża z polskiego na polski zdaniem, które i dziś pada w stosunku do Franciszka: „Papież jest daleko i nie zna naszych realiów”.
    Wtedy Wałęsa okazał się zbyt duży i dla komunistów i dla niektórych duchownych. Takiego go zapamiętam.