Triumfalny uśmiech towarzysza Szmaciaka

Drukuj

Powody do śmiechu w ub. tygodniu, śmiechu szczerego, pełnego samozadowolenia i triumfu miał jedynie wzorowy funkcjonariusz PiS, niegdyś PZPR, niejaki poseł Piotrowicz. Z trybuny sejmowej wykrzyczał z drwiącym śmiechem „precz z komuną, precz z komuną”. Jakaż radość w piekle musiała być tego dnia – nawet Bierut z Gomułką, mimo że się nigdy nie lubili, musieli przybić „piątkę”.

piotrowiczO tygodniu ów – Mickiewicz to miał prostą robotę, miał luksus odmierzania lat, my współcześnie mamy zafundowane przyśpieszenie o jakim wieszczom się nie śniło – jak policzył ktoś skrupulatny, w przypadku kwoty wolnej od pomysłu do podpisu  notariusza z Pałacu Namiestnikowskiego  minęło lekko ponad 19 godzin. Chuck Norris głęboko zawstydzony złożył swoją aplikację do PiS – ma mu to poprawić dynamikę…

Prokuratura powróciło do ziobrowo-pisowskiego obyczaju oszczędzania na znaczkach pocztowych – formułę wezwania do prokuratury na przesłuchanie o np. 11 zastąpiło obowiązkowym „wjazdem” o 6 rano do domu osoby, którą chcą przesłuchać. Oczywiście przy okazji takiego najścia, jak to zwykle bywa ktoś obok przechodzi przypadkiem z tragarzami… ups… kamerami i w rządowej telewizji możemy zobaczyć jak dzielna władza wyprowadza delikwenta z domu, w brzasku wschodzącego słońca.

W sprawie Piniora (bo o niej piszę powyżej) jesteśmy skazani na intuicję – a moja podpowiada mi od dziesięcioleci, że mogę się na co dzień nie zgadzać z Modzelewskim, Wujcami, Kuroniową czy Pałubickim – ale lepiej z nimi stracić, niż z Ziobrą czy Piotrowiczem zyskać.

Pracowity nasz parlament zafundował nam w ubiegłym tygodniu ograniczenie prawa do zgromadzeń – z ducha wprowadzonych zmian wynika, że najbardziej uprawnionym do zorganizowania antyrządowej manifestacji jest rząd. To ciekawe, choć niezbyt oryginalne rozwiązanie – moje pokolenie doskonale takie pamięta. Gdyby 25 lat temu ktoś mi powiedział, że demokratycznie wybrany rząd będzie taki system przywracał, roześmiałbym się szczerze. Jak się okazuje z perspektywy  2016 – mój śmiech byłby cokolwiek przedwczesny i  głupi.

Powody do śmiechu w ub. tygodniu, śmiechu szczerego, pełnego samozadowolenia i triumfu miał jedynie wzorowy funkcjonariusz PiS, niegdyś PZPR, niejaki poseł Piotrowicz. Dyżurny referent kolejnych projektów rozwalania Trybunału Konstytucyjnego (który to był „projekt naprawczy”? 6? 7? – to pytanie do ekspertów, bo ja zgubiłem rachubę), w czasach komuny wiceprokurator rejonowy (a więc nie taki sobie przeciętny urzędnik) i członek egzekutywy ( po polsku: zarządu, a więc nie taki znowu szeregowy towarzysz) PZPR w swojej prokuraturze, z trybuny sejmowej wykrzyczał z drwiącym śmiechem „precz z komuną, precz z komuną”. Na tej sali siedzą przecież także w PiS ludzie, którzy wiedzą, że kiedyś „precz z komuną” coś znaczyło – siedzą, ale cichutko lub biją brawo towarzyszowi prokuratorowi.  Jakaż radość w piekle musiała być tego dnia – nawet Bierut z Gomułką, mimo że się nigdy nie lubili, musieli przybić „piątkę”.

Nieocenione „Wiadomości” – medialne ramię aparatu władzy – już uznały, że wezwania opozycji do marszu  w rocznicę stanu wojennego da się porównać jedynie z przemówieniem jego dyktatora, Jaruzelskiego. Nie pokazano triumfalnego śmiechu towarzyszy Szmaciaków wywołanego tym przekazem  – ale nie wątpię, że przed telewizorami radość była wielka.

Twitter @Marcin_Celiński

Facebook https://www.facebook.com/marcelinski

zamieszczone zdjęcie jest zrzutem ekranu z transmisji obrad Sejmu RP

Czytaj również