Sylwestrowa opowieść o złych duchach

Drukuj

Strzelano i bito z dział w Noc Walpurgii, na rezurekcję, przy narodzinach następcy tronu i każdej innej wartej ochrony przez Złym okazji.
Wieki nauki wykluczyły wiarę w złe duchy, likwidując konieczność obrony przed nimi. Co nie znaczy niestety, że wiedza ta dotarła do wszystkich – ominęła co mniej rozgarniętych.

Dziś Sylwester, więc nie piszę o polityce – napiszę o czymś dużo poważniejszym.

Nie wiem, czy brało się to tyko z potrzeb utylitarnych, czy także z uczuć wyższych – ale w życiu towarzyszą nam udomowione zwierzęta. Psy nam towarzyszą od 15 tys. lat, koty mniej więcej od 10 tysięcy.

Znaczenie tych zwierząt zmieniło się przez wieki – coraz mniej są sługami, coraz bardziej przyjaciółmi.  Dziś często pieszczochami – wystarczy spojrzeć na facebooka i zdjęcia na profilach „psiarzy” i „kociarzy”

pies

Już w XII wieku, w mrokach średniowiecza św. Franciszek pisał o zwierzętach jako o naszych braciach, choć jak wiadomo nie wszystkich przekonał, a w XXI wieku tego poglądu nadal nie podziela guru teologii właściwej Tomasz Terlikowski.

Nie wiadomo od kiedy, ale pewnie „od zawsze” ludzie wierzyli w duchy. Wszystkie niewytłumaczalne zjawiska, zdarzenia przypisywali duchom. Za wypadki szczęśliwe odpowiedzialne były te dobre, za nieszczęścia te złe.

Jak wiemy, człowiek to istota zaradna, szukał sposobów na odstraszenie złych duchów – i we własnym mniemaniu znalazł – hałas. Nasi przodkowie głęboko wierzyli, że w chwilach ważnych, przy świętach czy narodzinach należy drzeć się w niebogłosy, łomotać kołatkami, dąć w trąby – bo to złe duchy odstraszy i zapewni spokój i powodzenie. Przyniesiony do Europy chiński wynalazek – proch był jak znalazł, szybko został zaadaptowany i zaprzęgnięty do dzieła straszenia złego. Strzelano i bito z dział w Noc Walpurgii, na rezurekcję, przy narodzinach następcy tronu i każdej innej wartej ochrony przez Złym okazji.

Wieki nauki wykluczyły wiarę w złe duchy, likwidując konieczność obrony przed nimi. Co nie znaczy niestety, że wiedza ta dotarła do wszystkich – ominęła co mniej rozgarniętych.

Mamy Sylwestra, więc na każdym rogu, w każdym sklepie możemy kupić dowolną ilość środków huczących – petard nie petard, rakiet itp. Wystarczy, że na nie popatrzę, a już słyszę całe serie większych i mniejszych huków, jakie czekają nas przez najbliższe kilka dni. I widzę przestraszone, chowające się i drżące przy każdym wybuchu zwierzęta.

Tak, drodzy neardertale XXI w.  – boicie się złych duchów, których nie ma , a straszycie jedynie naszych czworonożnych przyjaciół.  Okolice Sylwestra to gehenna dla zwierząt. Bo żeby to się kończyło na fajerwerkach o północy – bojący się duchów kupują tej pirotechniki tyle, że walą całą sylwestrową noc , często też kilka kolejnych dni.

Od wielu lat ludzie obdarzeni empatią, prowadzą akcję społeczną na rzecz ograniczenia sylwestrowych tortur zwierząt. Neardentale podejmują kontrakcję, w myśl nauk Terlikowskiego, że zwierzę jest jedynie przedmiotem. Kontrakcję wywołującą entuzjazm gimbazy niedopilnowanej przez rodziców, napędzanie się pomysłami ”na złość”. Zostawiam na boku smutne refleksje na temat nastolatków pozbawionych uczuć wyższych – to temat na inny tekst. Ale chyba warto, by zakończyła się tolerancja sił porządkowych dla łamania zakazów związanych ze środkami pirotechnicznymi – od sprzedaży ich nieletnim po używanie ich poza wyznaczonymi prawem terminami. I może trochę wiedzy o braku duchów do programów szkolnych.  Bo w Sylwestra, jedynymi złymi duchami, są te odpalające petardy.

Twitter @Marcin_Celiński

Facebook https://www.facebook.com/marcelinski

Czytaj również