Skąd się biorą narodowcy?

Drukuj

                Ruch Narodowy w ilości 1000 chętnych do działania zebrał się w Warszawie. Jego liderzy nie powiedzieli niczego czego byśmy się nie spodziewali, komentarze także nie odbiegały od standardów – od świętego oburzenia i okrzyków o faszyzmie na lewicy, po z trudem skrywane zaniepokojenie rosnącą radykalną alternatywą na prawicy.

Można dokuczać i wyśmiewać – że owacje dostawali ci, którzy mętnie acz stanowczo mówili o walce, obaleniu „republiki okrągłego stołu”, „duchu Chrobrego”, a głos Krzysztofa Bosaka o gospodarce nudził – ale pokażcie mi zjazd polityczny, na którym w czasie referatu gospodarczego delegaci nie wychodzą masowo na papierosa. Nie tu jest problem.

Problem w tym, że nie chcemy, nie próbujemy zrozumieć zjawiska organizowania się Ruchu Narodowego. Polską specyfiką jest to, że radykalny ruch zasilany jest przez młodych ludzi nie ze środowisk wykluczonych, upośledzonych ekonomicznie czy społecznie. Nie tworzą go kombatanci czy bezrobotni – ale jest tam pełen przekrój społeczny – są bezrobotni, ale są i dobrze radzący sobie przedsiębiorcy. Są studenci i absolwenci  prestiżowych szkół i uczelni – w ten sposób ruch ten wymyka się socjologicznym tezom o radykalizmach jako funkcji wykluczenia i kryzysu.

Ruch Narodowy nie jest w tej chwili znaczącym zagrożeniem dla politycznego status quo i zapewne nigdy nim nie będzie – choć nie należy wykluczać , że zyska reprezentację w ciałach przedstawicielskich. Prawdziwym zagrożeniem jest to, czego Ruch Narodowy jest zaledwie „czubkiem góry lodowej” – percepcja świata przez młodych Polaków, diagnoza zagrożeń i chwytliwość prostych, żeby nie powiedzieć prostackich reakcji na te zagrożenia. Ten problem nie dotyczy tylko 1000 aktywistów RN – to problem dużo szerszy.

Młodzi ludzie maszerujący z pochodniami, podpalający wozy transmisyjne i bijący się na pl. Konstytucji z policją nie są z kosmosu – to wychowankowie polskich szkół.

Jest truizmem powtarzanie, że w dobie rozwoju ekonomicznego maleje wpływ zapracowanych rodziców na postawy dzieci, a rośnie wpływ instytucjonalny – przede wszystkim szkół różnych szczebli. Nie wartościując – czy to dobrze, czy źle – bo to temat na inną dyskusję – rola szkoły stała się ważniejsza niż kiedykolwiek. Szkoły, która jest przedmiotem nieustannych reform, nowych podstaw programowych, które” trzeba kochać, bo tak szybko dochodzą”, testów z coraz to nowymi i oczywiście tajnymi tzw. kluczami.

Polska szkoła zaś… Przeglądam podręcznik tzw. wiedzy o społeczeństwie. Tępa wiedza do wyuczenia się na pamięć o instytucjach międzynarodowych (stawiam dużą, 18-letnią whisky, że nie wymieniłby ich wszystkich bez zająknięcia minister Sikorski ani żaden z urzędników MSZ) – do pamięciowego wykucia. Dalej pamięciówka o organach samorządu – bez próby opowiedzenia co to właściwie jest i czemu służy. Mogę wymieniać dalej – o konstytucji, o stowarzyszeniach o systemie wyborczym – uczeń dostaje wiedzę na temat procedury rejestracji partii politycznej, nie dostając słowa o tym, po kiego licha ludzie taką instytucję kiedyś wymyślili i czemu ona służy.

O Unii Europejskiej – do wykucia daty traktatów, bez międzynarodowego kontekstu. Że dostajemy pieniądze. Definicja globalizacji bez słowa opisu. UE bez tła przemian światowych, bez wytłumaczenia idei i interesu europejskiego. Ja bym nie załapał, po co właściwie te traktaty zawierano i czemu służą.

Polski uczeń dostaje na lekcji fragmenty narodowych epopei do przerobienia, nie dostaje praktycznie niczego z literatury obcej . Jak można wymagać otwartości umysłu, próby zrozumienia innej kultury bez dania możliwości choćby powierzchownego poznania  uznanych dzieł literatury  światowej?

Historia w naszej szkole to przede wszystkim historia Polski, elementy historii powszechnej to margines, w dodatku zdominowany przez opis zdrad i podłości wyświadczonych nam przez resztę świata.

W polskiej szkole katecheta jest nieformalnym wicedyrektorem lub czasem naddyrektorem – to  on decyduje, na jaki film do kina szkoła może pójść i czy w piątek można urządzić dyskotekę. To on definiuje co jest patriotyzmem, moralnością, przyzwoitością – na swoją miarę polskiego, ludycznego katolicyzmu. Szczególna pozycja, nieusuwalność, powoduje że dyrektorzy nie chcą „kopać się z koniem”

Szkoła jest otwarta oczywiście na inicjatywy zewnętrzne. Tylko jakie się cieszą największym powodzeniem – a no te pseudopatriotyczne, nadmuchane i w sumie puste w środku. Kiedy usłyszałem o wizytach partyzanta z NSZ w szkołach, który skupiał się na „zamachu smoleńskim” i zagrożeniu „żydoniemiecką UE”, to stanął mi w oczach dyżurny partyzant AL., który opowiadał nam 30 lat temu o dobrodziejstwach sojuszu z Sowietami i „imperialistyczno-bundeswehrowskim”  zagrożeniu. Na marginesie – chciałbym dożyć momentu, w którym dojdziemy do oczywistej prawdy, że podczas II wojny światowej była jedna legalna formacja państwa polskiego – Armia Krajowa, a AL., NSZ itp. stały do tego państwa w opozycji. Dziś kombatantów  z AK-owskim rodowodem prawicowa tłuszcza wygwizduje na cmentarzach.

Nieporównanie większym zagrożeniem dla państwa i systemu demokratycznego od Ruchu Narodowego jest polska szkoła – wychowująca w polonocentryzmie, ksenofobii, wychowująca w strukturze opresywnej, wykluczającej debatę i wolność myśli. Tu winni są wszyscy – klasa polityczna lekceważąca szkołę jako element wychowania, traktująca ją jako zło konieczne –wydatek budżetowy do poniesienia, nic więcej. Winni są nauczyciele, idący na łatwiznę, oportunistyczni . Winni są kuratorzy, dyrektorzy szkół – brak nam profesjonalnego managmentu zarządzania oświatą. Winien jest brak wizji patriotyzmu i polityki historycznej na poziomie ministerialnym i rządowym. Sami , w publicznych szkołach, wtłaczamy młodzież w ciasnotę myślową – a potem dziwimy się popularności RN.

Przedwojenne parafaszystowskie ekscesy w Polsce nie brały się z polityki państwa – brały się z jej braku,  z oddania bez walki przez sanatorów szkół prawicy narodowej i kościołowi. Endecy zdobyli dusze i umysły młodych, którzy potem wybijali szyby w żydowskich sklepach, wyznaczali getta ławkowe.  Dziś narodowa prawica ma inne priorytety i inne formy działania, ale znowu zdominowała wychowanie w szkołach  – czy musimy powtarzać ten sam błąd?

Czytaj również
  • Leszek

    Narodowcy biorą się nie ze szkoły , czy fatalnego programu nauczania.Nie tylko w Polsce odradzają się ruchy narodowe. Na sprawy narodowe we wszystkich krajach Unii są właściwe naciski. Każdy kraj dba o sprawy narodu. Polscy władcy natomiast mają sprawy narodu w dupie i dlatego naród się wkurza.To co u nas nazywa się Ruchem Narodowym , to reakcja na olewanie Polaków we własnym kraju. Ilu młodych ludzi musiało wyjechać za chlebem za granicę? A co nasi „władcy” robią by młodzi ludzie zostawali w Polsce i pracowali dla jej rozwoju? Awans społeczny dla młodych i nie tylko młodych Polaków to zmywak w Londynie , czy zbiór owoców lub warzyw w Holandii, Niemczech , Francji itp itd. Powiem wprost jeśli nasi władcy całują po stopach unię Europejską to naturalnym jest w takiej pozycji, że dupskiem muszą zwrócić się w naszą stronę. Ot i tyle w ramach odpowiedzi dla zdziwionych wkurzeniem Narodu Polskiego.

  • Niklot

    Ale bzdury. Jak zresztą, często na tym lewicowym portaliku, który mimo możnej protekcji jakoś nie może się rozwinąc.
    Np. jeżeli chodzi o przedsiębiorców, to może niech zostaną stworzone dla polskiego biznesu takie same warunki jak dla obcych?
    A wstawka o katechecie jest prymitywna i świadczy o autorze, który ma mgliste pojęcie o tym, o czym pisac próbuje.
    A na co szkoły są otwarte? Na durnowate parady Schumana (jak kiedyś na pochody majowe).
    A w szkole jest sporo literury światowej, ale trzeba byłoby to czytac 9a autor o tym nawet nie wie).
    A ostatni akapit? Ekonimści endeccy Rybarski czy Heydel, byli bardziej liberalni niż Balcerowicz. Poczytaj sobie chłopcze o faszyzmie i polskiej idei narodowej. Chociaż wątpię, aby ktoś tak małolotny wyłapał ogromne różnice między prawicową endecją a lewicowym faszyzmem.
    A podręczników do WOSu jest sporo-można wybierac. I to nie marginalni narodowcy układają programy ale łżeliberałowie.
    A wóz transmisyjny i jego podpalenie? Organizatorzy odganiali typków, którzy to robili. pewnie ktoś opłacony przez TVN. Bo co tam robiły puste samochody bez żadnego wyposażenia (kabli, anten), w tym jeden meteo? Miały spłonąc, a frajerzy to łykają.

  • Łukasz

    RN bierze swoją popularność z gniewu.
    1. Z gniewu, że w Polsce pracujesz jak wół na 1,5 etatu a nie stać cię na wychowanie dzieciaka.
    2. Z gniewu, że osoby blisko związane z PZPR’em dochodzą do władzy (Miller, Kwaśniewski), są celebrytami (Urban) – osoby te powinny zostać odsunięte od władzy po 89-tym. W TV nikt im nie wypomina przeszłości, tylko są Panami Premieramia, Panami Profesorami, Panami Ekspertami, a nie byłymi aparatczykami
    3. Z gniewu, że każda próba wyrażenia swoich poglądów powoduje, że przypina im się łatkę faszystów, hitlerowców, kibolii…
    4. Z gniewu, że wielu obecnych celebrytów to dzieci/wnuki wysoko postawionych partyjnych aparatczyków (Kraśko, Wojewódzki, Figurski – wikipedia). I ci ludzie tworzą programy, które często reprezentują głos młodego pokolenia…
    5. Z gniewu związanej z poprawnością polityczną (jesteś przeciwko Unii Europejskiej -> jesteś oszołemem; jesteś przeciwko homo-propagandzie -> jesteś nietolerancyjnym faszystą, itd.).
    6. Brak rzeczowych dyskusji i działań dających nadzieję na zmiany; w zamian za to dostajemy socjotechnidzną papkę w stylu „aresztowania autostrad”, niespełnionych obietnic.
    7. Wszechobecnego złodziejstwa i bezprawia – np. buduje się drogi, a nie płaci podwykonawcom. Czy ktoś za to odpowiedział?

    Po prostu – ludzie którzy rządzą nie reprezentują nas młodych. Oni nas okradają; zabierają naszą przyszłość. Gniew to naturalna i uzasadniona reakcja.

    Teza o tym, że prawica zdominowała wychowanie w szkole jest całkowicie błędna. Kończyłem szkołę kilka lat:
    1. Zero historii najnowszej Polski; za to był czas na szczegółowe omówienie Egiptu, Rzymu itp.
    2. Namolne promowanie Unii Europejskiej.
    3. Katecheci i księża nie mają obecnie na nic wpływu – lekcja religii to jedna wielka hucpa, gdzie panuje burdel i nikt nad niczym nie panuje; taka dłuższa przerwa…

  • Mikołaj

    No wreszcie znalazłem obiektywne spojrzenie na obecną sytuację. Brakuje nam tego w naszych czasach. Czekam na więcej. Pozdrawiam