Przekaz amebalny

Drukuj

Amebalna na wskroś okazuje się być troska o bezpieczeństwo kraju. Widzieliśmy to już lata temu, kiedy publikacja w internecie listy aktywnych agentów ( m.in. tych zabezpieczających nasze wojsko na Bliskim Wschodzie) likwidowanego WSI była okrzyczana wzmocnieniem obronności kraju. Dziś sukcesem wzmacniającym nasz potencjał militarny jest pozbawienie polskiej armii dostaw śmigłowców.

AmebaAmeby do niewielkie, elastyczne pierwotniaki. Dostosowują kształt ciała do okoliczności, ich specjalnością i znakiem rozpoznawczym są wytwarzane na potrzeby poruszania się różnego zastosowania nibynóżki.  Ameby radzą sobie w życiu nieźle, najczęściej płyną z prądem nie zadając sobie szczególnych pytań egzystencjalnych.  Swoim wpływem na rzeczywistość zainteresowały Karla Poppera, który zestawił ich percepcję z percepcją i metodą badawczą Einsteina – znajdując zasadniczo tylko jedną różnicę – wprawdzie obie formy życia (i Einstein i ameba) badają świat metodą prób i błędów, to ameby nie przyjmują do wiadomości błędów i nie wyciągają z nich wniosków – a Einstein i owszem, błędy potrafił zauważyć i wykorzystać do doskonalenia własnego pomysłu i umysłu.

Nie mogę się oprzeć skojarzeniu amebalnemu obserwując piewców sukcesów miłościwie nam panujących w ostatnim tygodniu. Wymienię tylko dzielne rozprawienie się z problemem ustawy zaostrzającej  aborcję czy zerwanie  rozmów ws zakupu śmigłowców dla polskiej armii. Niepozbawieni na pozór inteligencji publicyści mediów prawicowych w ciągu tygodnia byli w stanie bezrefleksyjnie zmienić kształt nibynóżek i dać się porwać przeciwstawnym prądom.

Ciekawie było obserwować, jak obrońcy życia z mediów prorządowych, którzy obrzucali protestujące w czarnym strajku kobiety najgorszymi z inwektyw, gdzie morderczynie i prostytutki to było całkiem przeciętne w arsenale wyzwisk określenia, za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (czy raczej najmniejszego z palców u nogi Prezesa) stają się obrońcami tzw. kompromisu aborcyjnego i bronią Polski przed niepokojami społecznymi, które udatnie jeszcze dzień wcześniej podsycali. Jak potem, odrzucenie projektu, za który krew własną na papier i na antenach różnych przelewali, uznają za sukces i kolejny przejaw geniuszu Wodza. Jak są szczęśliwi, że odrzucono projekt, który uważali za najlepszy i zbawienny. Zaiste, pozazdrościć można umiejętności szybkiego dostosowania do sytuacji kształtu nibynóżek.

Amebalna na wskroś okazuje się być troska o bezpieczeństwo kraju. Widzieliśmy to już lata temu, kiedy publikacja w internecie listy aktywnych agentów( m.in. tych zabezpieczających nasze wojska na Bliskim Wschodzie)  likwidowanego WSI była okrzyczana wzmocnieniem obronności kraju. Dziś sukcesem wzmacniającym nasz potencjał militarny jest pozbawienie polskiej armii dostaw śmigłowców.

Rząd tłumaczy się fiaskiem rozmów offsetowych – może byłoby to jakoś do przyjęcia, gdyby nie wiedza, że obecny minister obrony narodowej przed wyborami krytykował wynik przetargu i niedwuznacznie dawał do zrozumienia, że jeśli PiS przejmie władzę, to caracali nie będzie. Może byłoby to do uwierzenia, gdyby nie nastąpiło kilka dni przed (odwołaną już, ale planowaną) wizytą prezydenta Francji – czyli znakomitą okazją, żeby naciskiem w rozmowach bezpośrednich wesprzeć negocjatorów. To byłoby logiczne, gdyby ktoś chciał ten kontrakt finalizować.

Ameby w nowym kształcie nibynóżek  zasypują nas dziś opowieściami o tym, jak to Francuzi są niedobrzy, bo przecież w 1939, a Napoleon też był nie fair… Piękne opowieści, tylko że polska armia przez najbliższe lata jest skazana na dogorywające helikoptery z częściami zamiennymi, zgadnijcie gdzie? A właśnie, w Rosji…

Odrobina krytycyzmu w percepcji otaczającej rzeczywistości i działalności  rządu musiałaby doprowadzić do wniosku, że im bardziej „wstajemy z kolan”, im bardziej robimy się „suwerenni”,  to jedynym wynikiem działań obecnej ekipy jest osłabianie naszej suwerenności, zdolności obronnych własnych i powiązań sojuszniczych. Efektem tych rządów jest pogłębiających się podział plemienny i „sorty” Polaków. Naprawdę nie trzeba być Einsteinem, żeby to dostrzec, wystarczy nie być amebą.

Twitter @Marcin_Celiński

Facebook https://www.facebook.com/marcelinski

Czytaj również