Odzyskajmy miasto. Potem odzyskamy święto.

Drukuj

flaga               Trzeci raz z rzędu można napisać o Święcie Niepodległości to samo – obchody były tu, były tam a na koniec wyszli narodowcy i zdominowali nasze święto na swoją modłę.

Po raz kolejny gdzieś coś zapłonęło, ktoś się z kimś pobił, centrum Warszawy zostało opanowane przez dziarskich chłopców w kominiarkach, którzy wyparli stamtąd wszelkie inteligentne formy życia.

Jestem ostatnim, który nawoływał by do zakazu demonstracji – mimo że wyczyny narodowców uważam nie tylko za antypaństwowe (co mnie umiarkowanie wzrusza) ale też za antypolskie (co mnie irytuje bardziej) – wszak w demokracji każdy ma niezbywalne prawo do  autokompromitacji.

Ale prawo to przysługujące  mniejszości jaką są  dziarscy narodowcy, nie może naruszać prawa normalnych Polaków do świętowania czy odpoczynku. A po raz kolejny narusza i czas wyciągnąć z tego wnioski.

11 listopada nie mogę pójść na spacer do Łazienek, na kawę na pl. Unii Lubelskiej czy na wódkę na Nowy Świat, bo miasto jest oddane we władanie agresywnych młodzieńców z bolszewickim zapałem w oczach.  Kto normalny zresztą nie zamknie lokalu i nie zabezpieczy okien dyktą przed świętowaniem narodowców? Nie pojadę sobie tam samochodem – no bo zaparkowanie wozu w okolicach demonstracji może mieć skutek porównywalny do zepchnięcia go z Mostu Siekierkowskiego do Wisły. Co roku popołudnie 11 listopada wrzeszcząca mniejszość umila nam racami, petardami i demolką centrum Warszawy.

Nie wchodzę nawet w meritum ich okrzyków –  zdaje się, że dzięki nim pozostanę ostatnim pokoleniem, które wie co to „komuna” i co znaczy „precz z komuną”. Jedyne co osiągnęli to zdewaluowanie haseł, które 30 lat temu miały swoją wymowę i znaczenie.

Demokracja i wolność słowa mają swoją cenę – ale ta płacona co roku w Warszawie jest zbyt wysoka. Nie jest metodą zakaz demonstrowania absurdalnych nawet poglądów , ale nie ma powodu wpuszczać bezmyślnej tłuszczy na główne ulice stolicy i dezorganizować jej życie w dniu narodowego święta.

Sabaty narodowców powinny odbywać się na warunkach, które pozwolą jeśli nie zlikwidować, zminimalizować straty. Mogą to być np. odpowiednio przygotowane (czytaj odgrodzone) Pola Mokotowskie, błonia Stadionu Narodowego – tam dzielni narodowcy będą mogli wykrzyczeć swoje hasła, pobić się ze sobą dla rozładowania frustracji, dobrze ustawione kamery tv przekażą nam z tego relację – efekt propagandowy osiągną, a Warszawa będzie wolna. Można im ustawić makietę ambasady rosyjskiej, tęczy z pl. Zbawiciela, kilka samochodów z filmowych rekwizytorni – spalą sobie, potańczą, pośpiewają – rytuał odbędą i pójdą zadowoleni spać. I tylko tak, na warunkach postawionych przez normalną większość, w przyszłym roku pozwoliłbym im demonstrować.

A my ? A my odzyskamy miasto, pójdziemy na rodzinne obiady, kawę z przyjaciółmi, spacer po centrum. I spędzimy święto normalnie. Bez nich. Odzyskajmy miasto. Potem odzyskamy święto.

Czytaj również
  • Tomasz Kłosiński

    Mi to bez różnicy czy ci psychopaci są w mniejszości czy w większości. Sądzę, że to nie ma nic do rzeczy. Co więcej, uważam, że przed bezpośrednim fizycznym atakiem na osobę bądź mienie, trzeba się bezpośrednio bronić. Natomiast przed ich propagandą trzeba się bronić propagandowo, co, z racji ich ograniczonego ilorazu inteligencji, bynajmniej trudne nie jest. Oni głośniej krzyczą, ale to, co po nas zostanie to nie krzyki, a argumenty. Taką przynajmniej mam optymistyczną nadzieję.