Oczywistość nieoczywista

Drukuj

Mam w głębokim poważaniu, kto wydarł jeden mandat więcej a kto stracił dwa w wyniku wyborczego bałaganu. Sam w kolejnych już wyborach w głosowaniu nad sejmikiem oddałem głos świadomie nieważny, ale wątpię, bym miał 20% współwyznawców. Natomiast mocno mnie interesuje uczciwość przeprowadzenia wyborów i sprawiedliwość ogłoszonego wyniku.

Wyniki wyborów samorządowych zgodnie z przewidywaniami dostały się w tryby rytualnego wzajemnego upuszczania sobie krwi przez plemiona tutejsze o nazwach PO i PiS. Oba  plemiona są tak naprawdę przeszczęśliwe – Kaczyński, że znowu ma powód do powiedzenia brzydkich słów o PO, liderzy PO – że Kaczyński zawsze zapędzi się w rejony ośmieszające każdy z podnoszonych problemów, co da asumpt do opowiadania o „podpalaniu Polski” itp.

urna-wyborczaurna-wyborczaurna-wyborcza

Żeby było egzotyczniej,  skrajna prawica wjeżdża sobie do siedziby PKW, co okazuje się prostsze od obrobienia kasy w „Żabce”. Interweniująca po kilku godzinach policja wybiera sobie losowo (lub nie ) dwóch dziennikarzy relacjonujących zadymę, aby im także postawić zarzuty. Ponieważ dziennikarze są kojarzeni z prawicowymi sympatiami,  medialny aktyw PO wyje z radości, pisowski szlocha o Białorusi i stanie wojennym. Niestety, ci ostatni, jakbym ich nie lubił i obśmiewał ich histerię, mają sporo racji.  Aresztowanie dziennikarzy w takiej sytuacji mogło być pomyłką policji, postawienie ich przed sądem jest skandalem.

Obie strony sporu nie są w stanie przyjąć, że państwo to skomplikowany mechanizm dobra wspólnego,  gdzie poza nieuniknionym zapewne partyjnym  Prawem Kalego obowiązywać powinny także inne prawa.

To nie są pierwsze kwestionowane wybory. I obiektywnie każdy, przy odrobinie wewnętrznej uczciwości stwierdzi, że procedury są nieszczelne, pozwalają na chaos organizacyjny na poziomie najgorszych mitów o Polnische Wirtschaft. Gdzieś na karcie nie było jakiejś kandydatury, gdzieś jakiejś listy, gdzieś ktoś, kto na siebie głosował miał 0 głosów – tak od lat. Katastrofa systemu informatycznego w obecnych wyborach tylko nadała spektakularny sznyt sumie błędów istniejących przy kolejnych głosowaniach.

Jestem głęboko przekonany, że spisku i fałszerstwa nie ma – nie dlatego, żeby politycy byli tacy szlachetni, ale dlatego że w „państwie istniejącym teoretycznie” spisku zorganizować się nie da. No chyba, że spisek istniejący teoretycznie.

Sposób procedowania ostatnich  wyborów i ogłaszania ich wyników to komedia omyłek. Silnie podważający obywatelskie zaufanie do jeśli nie najważniejszej, to bardzo ważnej instytucji demokratycznego państwa prawa. Rykoszetem także w zaufanie do sądów – PKW to przecież creme da la creme środowiska polskich sędziów.

Mam w głębokim poważaniu, kto wydarł jeden mandat więcej a kto stracił dwa w wyniku wyborczego bałaganu. Sam w kolejnych już wyborach w głosowaniu nad sejmikiem oddałem głos świadomie nieważny, ale wątpię, bym miał 20% współwyznawców. Natomiast mocno mnie interesuje uczciwość przeprowadzenia wyborów i sprawiedliwość ogłoszonego wyniku.

Gdyby istniała w Polsce propaństwowa władza, robiłaby wszystko, by nie dawać pożywki teoriom spiskowym. Jaki jest problem, by dziś wygospodarować granty dla wydziałów politologicznych czy socjologicznych, które dostałyby zadanie zbadania worków z głosami i opisania fenomenu głosów nieważnych? Nie wierzę, by ktoś, komu na sercu leży państwo, mógł się zadowolić prostymi odpowiedziami typu – sfałszowane, lub – wyborcy są debilami. A takie głosy przeważają obecnie i jeśli nic z tym nie zrobimy, będą kolejną barwą plemiennego sporu.

Jaki jest problem, by partie w trosce o te procedury znowelizowały prawo wyborcze wprowadzając głos ważny bez wskazania listy, odrębny protokół dla głosów nieważnych z opisem, może nawet próg nieważności wyborów jeśli odsetek nieważnych przekracza wartość do przyjęcia na zdrowy rozum. Dlaczego, w miejsce pospolitego ruszenia ludzi rekrutowanych w imię 300 zł diety, zgłaszanych przez komitety wyborcze do obwodowych komisji nie stworzyć korpusu wykwalifikowanych członków komisji, przy wzmocnieniu prawnego statusu umocowania mężów zaufania? Dlaczego nie wpisać do prawa, jeśli nikt już na poziomie wykonawczym na to nie wpadł, żeby pierwsza i ostatnia strona książeczki do głosowania były przeznaczone na instrukcję głosowania i godło państwowe?

Wydawać by się mogło, że to co piszę powyżej, państwowa czy legislacyjna reakcja na pojawiające się wątpliwości, to „oczywista oczywistość”. Niestety dla naszego mainstreamu politycznego całkiem nieoczywista.

Twitter @Marcin_Celiński

Czytaj również