O wyprawie donieckiej ministra

Drukuj

Pływać można na wiele sposobów – szybko, wolno, crawlem, żabką, pieskiem, delfinem… Wg badań większość pływających  robi to żabką. Znajomy ratownik  twierdzi jednak na podstawie obserwacji własnych, że dominującym stylem jest połączenie żabki i pieska – który to styl na własny użytek nazywa „rozpaczliwcem”.

„Rozpaczliwiec” pozwala utrzymać się na powierzchni, przemieszczać się nawet w wodzie – oczywiście bez nadziei na spektakularne sukcesy – raczej tak na popluskanie się w basenie czy w spokojnym jeziorze. W warunkach morskich czy rzeki z wyraźnym nurtem rozpaczliwiec wygląda jeszcze bardziej rozpaczliwie.

Czemu o tym piszę? Jakoś ta sprawa z rozpaczliwcem skojarzyła mi się z wizytą ministra Sikorskiego na stadionie Szachtara w Doniecku. Sikorski nie wydawał się jak do tej pory być fanatykiem futbolu, w rządzie ma dużą w tym zakresie konkurencję.  A jednak pojechał obejrzeć  mecz Ligi Mistrzów w towarzystwie swojego szwedzkiego odpowiednika – min. Bildta, a „przy okazji” rozmawiać z ukraińskim oligarchą, Rinatem Achmetowem. Achmetow to główny sponsor rządzącej partii i jej nieformalny lider. Jednocześnie człowiek, który na pomarańczowej rewolucji stracił osobiście (m.in. poprzez unieważnienie umowy zakupu Kriworiżstalu – kombinatu wartego 2 mld USD) i który uważany jest za siłę napędową wielu działań administracji Janukowycza, w tym  niebieskiej dintojry spotykającej Julię Tymoszenko.

Właśnie ten ostatni fakt był podobno powodem wizyty obu ministrów w Doniecku – jakaś logika nakazywała im uznać, że załatwią na stadionie to, co nie udało się normalną drogą H. Clinton i całej plejadzie europejskich polityków w rozmowach z Janukowyczem – odstąpienie od dintojry i pozwolenie na to, by na Ukrainie podobnie jak w krajach europejskich, polityków osądzali obywatele, a nie sądy dyspozycyjne wobec administracji obalającej tegoż polityka. Wizyta ta może spowodować dwojakiego rodzaju konsekwencje – pozytywną, w którą mało wierzę czyli odstąpienie od represjonowania Tymoszenko i spodziewaną przeze mnie– kolejne zdjęcie w w salonie VIP donieckiego stadionu, gdzie ukraiński miliarder będzie się uśmiechał w towarzystwie równie uśmiechniętych szefów dyplomacji Polski i Szwecji.

Od dawna nie jestem harcerzem i wiem, że polityka i dyplomacja wymaga rozmów z różnymi ludźmi, nie zawsze członkami Sodalicji Mariańskiej. Czynnikami decydującymi o usprawiedliwieniu takiej rozmowy jest cel i skuteczność. Jaki cel ma nobilitowanie Achmetowa wizytą dwóch ministrów krajów UE? Jeśli by stało się tak, ze to tej rozmowie cokolwiek się na Ukrainie zmieni, najpierw Janukowycz musiałby wobec świata złożyć oświadczenie, że jest marionetką i tak naprawdę nie ma wpływu na sprawy kraju którego jest prezydentem. Przyznając, że decydentem jest Achmetow potwierdziłby zarzuty stawiane przez ukraińską opozycję i osłabił szanse swoje i swojej partii w wyborach,  a zatem uderzyłby w  interesy Achmatowa.  Jakoś trudno to sobie wyobrazić.

Sprawa Tymoszenko jest główną przeszkodą w podpisaniu traktatu stowarzyszeniowego z UE, co planowane jest na 19 grudnia. Miał być to znaczący element polskiej prezydencji – mało widocznej, przytłoczonej kryzysem Euro. Jest złośliwym paradoksem, że jedyna szansa na sukces min. Sikorskiego leży w Kijowie, na terenie, który od początku pełnienia przez niego funkcji szefa polskiej dyplomacji był zaniedbany, traktowany z piastowską wyższością i brakiem zaangażowania. Na listopadowym seminarium Fundacji Batorego na temat stowarzyszenia i wolnego handlu UE –Ukraina najtrudniejszym pytaniem zarówno dla min. Pomianowskiego jak i amb.  Jose Teixeira szefa delegatury UE w Kijowie, było to o szanse podpisania umowy stowarzyszeniowej w grudniu.

Co zatem dała wizyta ministrów na meczu w Donbasie? Rinat Achmetow ma nowe zdjęcie na ścianie, Porto wygrało z Szachtarem, ukraiński rząd wie, że nam zależy bardziej na tym stowarzyszeniu, więc może grać ostrzej, ukraińska opozycja wie, że z tym regułami demokratyzacji  UE żartuje. Pan Sikorski płynie rozpaczliwcem. Sam wie, że do żadnego brzegu nie dopłynie – więc chlapie, macha kończynami i szuka najbliższej boi. Potem powie, że o to chodziło w tym pływaniu.

Czytaj również