O wolność słowa, prawico, do boju!

Drukuj

Zastanawiam się, dlaczego mamy wymagać od amerykańskiej korporacji, założonej za prywatne pieniądze i nastawionej na zysk nieporównanie więcej niż od polskiej telewizji publicznej, finansowanej z daniny ściąganej od Polaków, która ma podobno realizować jakąś „misję”? Jednostronność treści obecnej TV, manipulacje Wiadomości, wołają o pomstę do nieba i są przedmiotem na przemian skarg lub żartów. Czy utrzymywane z naszych wspólnych pieniędzy tzw. media publiczne nie mają przypadkiem w prezentowaniu różnych poglądów dużo większych obowiązków niż prywatna korporacja z USA?

cenzura„Husarska szarża” prawicy spowodowana czasowym zablokowaniem kont na Facebooku organizatorom tzw. Marszu Niepodległości, daje przyczynek do rozważań dużo głębszych, niż podziwianie pędzących na oślep z włosem rozwianem narodowych rycerzy. Retoryka quasi wolnościowa brzmi śmiesznie w ustach fanów (umiarkowanego, ale jednak) zamordyzmu, zwanego „dobrą zmianą”. Okrzyki, że Facebook należy się każdemu, jako  przyrodzone prawo, powoływanie się na konstytucję RP przez piewców wyższości woli suwerena nad jej zapisami przenosi nas w najlepsze gatunkowo opary absurdu rodem z angielskiego pure nonsensu.

Ale to odkładam chwilowo na bok.

Oczywiście, że jestem za wolnością głoszenia każdych poglądów, niezależnie od tego czy mnie śmieszą czy złoszczą.

Każda cenzura jest złem. Żadna konstrukcja „rady mędrców” – np. takiej, jaką stworzono choćby przy Twitterze – w najlepszym nawet z możliwych składzie, nie usprawiedliwia arbitralności i opresywności cenzurowania treści.

W przypadku mediów społecznościowych mamy jednak do czynienia z konfliktem wartości – wolności słowa i własności. Media społecznościowe są  prywatnymi przedsięwzięciami, dobrze udającymi przestrzeń publiczną którą nie są.

Są zjawiskiem nowym, więc nie ma pewności, czy można je traktować jak „analogowe”  – czy są odpowiedzialne za treści, jakie się w nich pojawiają? Takie przecież bywało stanowisko sądów wobec administratorów forów internetowych. Czy są wydawcami cudzego kontentu i czy zatem mogą decydować o jego pojawianiu się lub nie? Nikt przecież nie uważa za cenzurę tego, że Do Rzeczy nie publikuje tekstów Michnika, a Gazeta Wyborcza felietonów Ziemkiewicza.

Prywatni właściciele portali społecznościowych nie obiecywali użytkownikom pełnej wolności, założenie konta oznacza zaakceptowanie przeróżnych polityk, standardów – generalnie poddanie się zasadom wyznaczonym przez korporację. Stając się członkiem społeczności sieciowej  nie stajemy się jej obywatelami – tylko konsumentami produktu umieszczonego na odległych serwerach w często niewiadomej części świata.

Co wolno właścicielowi?

Pojęcia cenzury, wolności słowa są jednoznacznie powiązane ze sferą publiczną, regulowaną prawem państwowym. Jest kwestią sporną, a dla mnie wysoce wątpliwą, czy takie regulacje mogą wkraczać i jeśli to na ile w sferę prywatną. Czy w imię wolności  mam obowiązek udostępnić swój klub na koncert zespołu propagującego faszyzm czy komunizm – ideologie które uznaję za patologiczne? Wynająć  na spotkanie z politykiem, którego poglądów nie cierpię? Mam udostępnić łamy swojej prywatnej gazety publicyście, którego uważam za szkodnika? I wreszcie – oddać kształtowanie kontentu mojego prywatnego portalu ludziom, których uważam za zagrożenie dla wartości, jakie wyznaję? Niedawno mieliśmy przypadek drukarza piętnowanego za odmowę druku treści, z którymi się nie zgadzał. Robił głupio, ale w moim odczuciu miał do tego prawo – te treści spokojnie mogły być wydrukowane w konkurencyjnej drukarni na sąsiednie ulicy.

Nie pochwalam poczynań FB – uważam je za szkodliwe i przeciwskuteczne, gdybym miał doradzać kierunek biznesowy – doradzałbym ten otwartej na wszystkich społeczności, bez ograniczeń. Nie umiem jednak zgodzić się z tymi, którzy twierdzą, że FB nie ma do takich działań prawa – ma, to prywatny portal, który jest niebywale udoskonalonym, ale tylko forum internetowym, jakich istnieją miliony w sieci. Jest oczywiście wielki, pewnie pod wieloma względami monopolizujący jakąś część internetu – ale nadal prywatnym, komercyjnym przedsięwzięciem. I jeśli jego właściciele – tak jak właściciele wielu innych mediów – uznają, że są, co ostatni bardzo modne „medium tożsamościowym”, czyli wykluczającym niektóre poglądy czy treści ze swojego portalu – to mają do tego takie samo prawo, jak właściciele TV Republika, Do Rzeczy czy Wsieci. Jest to ich decyzja stricte biznesowa – czy chcą udawać przestrzeń publiczną bez cenzury, czy chcą być społecznością o określonych ramach, także wartości i światopoglądu.

Nie jesteśmy obywatelami FB, jesteśmy konsumentami

W szlochach prawicy niesłyszalny był rozsądny głos min. Streżyńskiej – że z FB można rozmawiać, negocjować, wywierać presję, natomiast do żądań nie ma podstawy prawnej.

To jest nie jest relacja obywatel versus społeczność. To jest relacja konsument versus dostawca pewnej usługi. Konsument może oczekiwać, ale dostawca ma prawo decydować, czy te oczekiwania spełni. Konsument ma prawo zbojkotować takiego dostawcę i szukać innego, ale śmiesznym jest oczekiwanie, że sklep musi mi sprzedać ciabatę – bo może się nastawiać jedynie handel bagietkami.

Na koniec słowo jeszcze o „mediach tożsamościowych”. To pojęcie uległo zwyrodnieniu – kiedyś oznaczało sferę publicystyki, teraz opanowało także informację i dało alibi nierzetelnemu i tendencyjnemu manipulowaniu newsami. Nie walczę z wiatrakami – w prywatnych mediach jest właściciel, jeśli zechce w każdym serwisie powtarzać, że ziemia jest płaska – jego wola.

Czy Facebook ma misję, a TVP nie?

Zastanawiam się, dlaczego mamy wymagać od amerykańskiej korporacji, założonej za prywatne pieniądze i nastawionej na zysk nieporównanie więcej niż od polskiej telewizji publicznej, finansowanej z daniny ściąganej od Polaków, która ma podobno realizować jakąś „misję”? Jednostronność treści obecnej TV, manipulacje Wiadomości, wołają o pomstę do nieba i są przedmiotem na przemian skarg lub żartów. Czy utrzymywane z naszych wspólnych pieniędzy tzw. media publiczne nie mają przypadkiem w prezentowaniu różnych poglądów dużo większych obowiązków niż prywatna korporacja z USA? Czy pokazywanie w kółko „zażartych sporów” zwolenników miłościwie nam panujących,  nie jest ograniczeniem wolności  i formą cenzury? Panowie Semka, Karnowski, Ziemkiewicz, Gmyz – do boju! Z kłusa w galop i niech usłyszę szum waszych husarskich skrzydeł! Na polskie, ups… przepraszam, narodowe media utrzymywane za pieniądze Polaków macie wpływ i macie prawo wymagać! Powołajcie się na konstytucję, wolę suwerena czy geniusz Prezesa i szarża!

Twitter @Marcin_Celiński

Facebook https://www.facebook.com/marcelinski

Czytaj również
  • manjaa

    „Nie pochwalam poczynań FB – uważam je za szkodliwe i przeciwskuteczne” Skoro tak, to dlaczego w Niemczech FB ma procesy za nie dość szybkie usuwanie treści nazistowskich, faszystowskich czy nienawistnych? Czy w Polsce nie byłoby tak samo, gdyby ONR np nawoływał do zabicia Kijowskiego czy Zandberga? Wtedy szanowny Autor zmieniłby zdanie? Na razie nikt FB do sądu nie podał, ale czy usługobiorcy mają do tego prawo, gdyby użytkownicy FB łamali polskie prawo? Przecież jeszcze istnieje u nas zakaz publikacji niektórych treści?