O wierzących ateistach

Drukuj

czarowniceReligia została ustanowiona przez ludzi bez religii, aby ich czczono, chociaż Boga nie ma. Pobożność została wprowadzona przez bezbożnych. Lęk przed Bogiem jest rozpowszechniany przez nie lękających się, w tym celu, żeby się ich lękano. Wiara zwana boską jest wymysłem ludzkim. Doktryna, bądź to logiczna bądź filozoficzna, która się pyszni tym, że uczy prawdy o Bogu, jest fałszywa, a przeciwnie, ta, którą potępiono jako fałszywą, jest najprawdziwsza.

Kazimierz Łyszczyński „De non existentia Dei”

Czy Łyszczyński chciał zostać świętym, być wyniesionym na ołtarze? Szczerze wątpię. Dobrze wykształcony eksjezuita napisał, „do szuflady” traktat, w którym rozumowo wywodził tezy nie tylko antykatolickie czy antychrześcijańskie, ale negujące istnieje jakiejkolwiek siły wyższej. Przynajmniej to wynika z naszej wiedzy na ten temat. Zatem negował ołtarze w jakiejkolwiek formie – z wynoszeniem na nie włącznie.

Cóż więc zawinił znów imć Kazimierz, że na warszawskim rynku odbyło się misterium ku jego czci?

Na swój prywatny użytek dzielę znanych sobie deklaratywnych  ateistów na „wierzących” i „niewierzących”. „Niewierzący”, to tacy, którzy stali się nimi w wyniku jakiegoś dłuższego procesu myślowego, przeważnie rozciągniętego w czasie, niepozbawionego wątpliwości. W taki ateizm jest wpisana tolerancja lub co najmniej obojętność wobec postaw odmiennych. Prawdopodobnie takim był Łyszczyński. Ateiści „niewierzący” uznają religijność bądź jej brak za element prywatności, nie mają w sobie instynktu misjonarza i pasji do głoszenia swojej prawdy. Ateiści „wierzący” – wręcz przeciwnie, chcą krzyczeć o tym, że posiedli oto prawdę absolutną i gotowi są do wojen religijnych…

Być może wynika to z faktu, że często ich deklaratywny ateizm wynika z jakiejś traumy, zawodu związanego z kościołem do którego należeli (w Polsce zapewne najczęściej chodzi o katolicki) a ich odstępstwo jest emocjonalne, podlane chęcią „pokazania im”. Własną deklarację ateizmu uważają za akt niewiarygodnej odwagi i powód do powszechnego podziwu.

Działalność „wierzących” ateistów  bardzo przypomina działalność skrajnych grup przykościelnych –  kultem jakichś własnych paraświętych, ostentacją, poczuciem wyższości nad innymi, żarem nawracania.

Tacy „wierzący” ateiści urządzają misteria, wykupują obraźliwe bilboardy ze zmarłym papieżem jako tematem insynuacji. Zakładając nawet, że chcą promować jakieś postawy – to bardziej zajmują się kościołem, który uznają za przeciwnika, niż wytłumaczeniem własnego światopoglądu.

Aktywność „wierzących” ateistów ma wszelkie cechy sekciarstwa , są agresywni, konfrontacyjni,  przeświadczeni o własnym  monopolu na prawdę i słuszność. Walczą o jakieś państwo, które świeckim na pewno nie będzie – chcą zastąpić religię własnym kultem religii odrzucenia.

Zapytacie zatem zasadnie, co powoduje, ze ateiści budują kult – odpowiedź znajdziemy u samego Łyszczyńskiego: robią to ludzie, którzy chcą aby ich czczono…

Krzyży nie powinno być w szkołach, w sejmie – ale nie powinno być tam także portretów Łyszczyńskiego czy innego ateistycznego „świętego”. Religia powinna być usunięta ze szkół – ale nie na rzecz jakiejś innej indoktrynacji. Nie chcę żyć w państwie kościelnym, ale równie bardzo nie chciałby żyć w państwie ateistycznym. Chciałbym żyć w państwie neutralnym, gdzie mój światopogląd będzie równie prywatny jak każdy inny, nie będzie zaś oficjalnego światopoglądu.

Dlaczego o tym piszę? Tak jak wielu katolików nie chce, by postrzegano ich przez pryzmat talibów spod znaku pewnej toruńskiej rozgłośni, tak ja i wielu ateistów nie chce być kojarzonych z kretyńskimi bilboardami i parareligijnymi misteriami. Z logiką wojny religijnej, która jeszcze nigdy nikomu nie wyszła na zdrowie.

Czytaj również