O herbatce berlińskiej

Drukuj

                Przemówienie ministra Sikorskiego w Berlinie zrobiło niejakie wrażenie w Europie, nieporównanie większe  w Polsce, oczywiście za sprawą niegdysiejszych promotorów jego kariery politycznej, a obecnie najsurowszych krytyków – pisowskiej prawicy (do której zaliczam zarówno ziobrystów jak i kaczystów – bo nadal nie wiem czym się różnią, poza poglądem na to, kto ma być wodzem)

Sikorski nie powiedział nic, o czym już byśmy nie słyszeli – niemniej jego przemówienie było znakomite, z pewnością najlepsze, odkąd objął tekę ministra.  Opisał  stan w jakim Europa się znajduje – rozdroża, z którego może pójść w dwóch kierunkach – ścisłej integracji lub dezintegracji,  opowiadając się za tym pierwszym rozwiązaniem.

Pisowska prawica traktuje Unię Europejską jako zło konieczne – z którym pogodzić się nie potrafią. Prawicowych polityków szczerze cieszy kryzys strefy euro, każdy problem budowanego organizmu europejskiego. A przeraża ich każdy pomysł na reformę UE dający szansę na poprawę sytuacji.  Zapewne stąd ich żywa reakcja na berlińskie wystąpienie ministra spraw zagranicznych.

Wystąpienie Sikorskiego nie wywołało dyskusji, a  jedynie lawinę  inwektyw. Cechą parlamentarnej prawicy jest głębokie przeświadczenie o własnej (czyli tego lub innego prezesa) nieomylności i kompletna niezdolność do wymiany poglądów.  Jeśli rozmowę zaczyna się od stwierdzenia, że min. Sikorski na herbatce w berlińskim think tanku złamał konstytucję – to można jedynie  wzruszyć ramionami, bo dyskusja właśnie się skończyła. Od kiedy to rozmowa na temat ewentualnej zmiany porządku konstytucyjnego jest konstytucji łamaniem?  Tego  z histerycznych okrzyków zrozumieć  się nie da. Nie zauważyłem, by w Berlinie podpisany był jakiś traktat, umowa – zobowiązująca Polskę do czegokolwiek, sprzecznego czy niesprzecznego z obowiązującą konstytucją RP.

Poza zarzutami o zdradę itp. bredniami nie usłyszałem, jaki jest pomysł prawicowej opozycji na obecny kryzys europejski  i światowy. Bo – piszę bez żadnej ironii czy podtekstów – chciałbym ten pomysł poznać. Czy jest to wypowiedzenie traktatu i wystąpienie z UE? Czy jest to jakaś koncepcja rozluźnienia związku? Jak się wydaje wszyscy od lewej do prawej są zgodni, że obecna sytuacja wymaga zmian.  Sikorski powiedział na głos o jednej z możliwych koncepcji Europy. Koncepcji budowania podmiotu, którego Chińczycy nie będą mogli wykupić jak Węgry, ulubiony ostatnio kraj  prezesa.

Chcemy czy nie chcemy, żyjemy w dobie globalizacji, gdzie nawet nieporównanie silniejsi od nas gospodarczo Niemcy w pojedynkę nie będą mieli miejsca przy stole wielkich tego świata.  Polski rozwój nie może opierać się tylko na rynku wewnętrznym. Polskie bezpieczeństwo nie może opierać się jedynie na polskiej armii. To – cytując klasyka –oczywista oczywistość. Wchodząc w związki i struktury międzynarodowe zawsze ustępujemy jakąś część swojej suwerenności – to następna oczywista oczywistość. Wchodzimy w te związki i układy międzynarodowe w swoim interesie – szukając bezpieczeństwa, rozwoju gospodarczego, stworzenia Polakom możliwości pozbycia się kompleksów zaściankowości i peerelowskiej izolacji w świecie równoległym do normalnego.

Umiarkowani krytycy zarzucają Sikorskiemu, że nie przeprowadził debaty przed tym wystąpieniem – jak wygląda debata, właśnie obserwujemy. Miesiąc temu wyglądałaby podobnie – pełna demagogii, nienawiści, w której większość argumentów to wypowiedzi ad personam, omijające skrzętnie meritum.

Ale debata jest potrzebna i to koniecznie szersza niż parlamentarna, która zapewne sprowadzi się do wniosków o dymisję, czy Trybunał Stanu. Przydałby się nam  szerszy dyskurs o kierunkach rozwoju UE i o tym, co jest naszym interesem narodowym w XXI w. , czy żyjemy nadal w okowach doktryny Wilsona, czy może cokolwiek przez ostatnie 100 lat się zmieniło. Przydała by się choćby po to, żeby wyciągnąć z pisowskiej prawicy, która jest znaczącym elementem naszej sceny politycznej, czy mają jakikolwiek pomysł na Polskę przyszłości w kontekście globalnym, poza kompletną negacją pomysłów cudzych i nazywaniem każdego zwolennika integracji europejskiej zdrajcą, targowiczaninem i niemieckim pachołkiem.

Czytaj również