Nie dla etyki w szkole

Drukuj

krzyz-w-szkole            Kiedy polski rząd zaczyna zajmować się kwestią etyki czy religii w szkołach, czuję niepokój. Nawet jeśli, jak to zapowiada minister Kluzik-Rostkowska, przepisy mają zmieniać się na korzyść tych, którzy z różnych przyczyn na religię chodzić nie chcą. Bo jakoś zawsze mam pewność, że nawet jak chcą dobrze, to wyjdzie jak zwykle.

Zmiany proponowane przez panią minister mają ułatwiać organizację lekcji etyki, zrównać je w szkolnej praktyce z jednoznacznie uprzywilejowaną religią. No można by przyklasnąć, gdyby faktycznie prawo przeszkadzało nam w takiej równości. Jest jednak inaczej.

Nasz problem, to nie prawo – ale jego niewykonywanie przez aparat państwowy. Odmieniany przez wszelkie przypadki art. 12 Konkordatu nie wprowadza automatycznie  religii do szkół, zobowiązuje do zorganizowania lekcji religii „zgodnie z wolą zainteresowanych”.  Podstawowy problem, to stosowane w praktyce domniemanie woli zainteresowanych. Religii do szkół nie prowadza też rozporządzenie , które wyraźnie wskazuje, ze lekcje takie (tak religii jak i etyki) organizuje się w grupach klasowych czy międzyklasowych przy minimum 7 chętnych. Obligatoryjną religię do szkół wprowadzają ich dyrektorzy, naciskani instrukcjami ministerialnymi czy kuratoryjnymi. Bo konia z rzędem temu, kto w szkole swojego dziecka znajdzie wniosek 7 rodziców o organizację katechezy. Nie czekając na taki wniosek, dyrektorzy układają plany zajęć z religią na 3 lekcyjnej pomiędzy matematyką a historią, a wychowawcy potem podsuwają na pierwszych zebraniach oświadczenia nieuczestniczeniu w tych zajęciach. Tak, dobrze czytacie – nie o woli (co wynikałoby z konkordatu i rozporządzenia), ale negatywne – o rezygnacji z partycypacji w tych lekcjach. Proceder ten, obecny „od zawsze” w praktyce szkolnej skrytykowała w ub. roku po raz pierwszy rzecznik praw obywatelskich, zwracając się do MEN o ukrócenie tej praktyki.

Wykonywanie obowiązującego prawa, mimo jednoznacznie zapisanych w nim uzależnień od inicjatywy i woli zainteresowanych, obywa się na nieopisanej nigdzie zasadzie – na pewno jesteśmy katolikami (czytaj: normalni) dziwakom dajemy szansę nie chodzenia na religię.  Dzieje się to wbrew przepisom, ale z pełną akceptacją i poparciem administracji oświatowej wszelkich szczebli. Z kolejnymi ministrami na czele.

Lekcje etyki, mimo prawnej równości, podlegają odwrotnemu – domniemaniu braku woli i dyrektorzy szkół ani myślą widzieć je w planach zajęć, a uciążliwym rodzicom mówi się – złóżcie wniosek, może od przyszłego semestru…

W pozornie pozytywnej inicjatywie minister Rostkowskiej widzę jedno poważne potencjalne zagrożenie – może ono prowadzić do obowiązkowości uczęszczania na zajęcia – religii czy etyki. A największą i zapewne jedyną zaletą obecnego systemu jest to, że zajęcia są nieobowiązkowe.

W praktyce szkolnej, w praktyce obecnego sporu i agresji wobec niewierzących w szkołach, przedmiot taki jak etyka może stać się równie szkodliwy jak religia. A mnie zależałoby na tym, żeby szkoła kształtowała maksymalnie wolnych ludzi, a nie wychowywała pro czy anty czemukolwiek.  Pomijam już takie drobiazgi jak nonsensowność antynomii religia- etyka, czy  znany mi przykład zorganizowania po dłuższej walce lekcji etyki, gdzie nauczycielem przedmiotu została… szkolna katechetka (bo miała odpowiednie przygotowanie formalnie) . Szkolne zajęcia z religii nie są złe z racji swojego charakteru – ale z racji tego, że dzielą dzieci i zmuszają do deklarowania wyznania, które powinno być sprawą ściśle prywatną. Zajęcia z etyki mają tę samą wadę, niezależnie od szczytnych  założeń. Najlepszym byłoby, żeby te przedmioty pozostały nieobowiązkowe, a z czasem zniknęły ze szkół, np. ze względu na brak chętnych. W obowiązującym prawie mamy wpisany taki mechanizm.

Mamy szkoły, wprawdzie z racji niżu demograficznego nieco luźniejsze, ale nasze dzieci są obciążane często w wymiarze ponad 40 lekcji tygodniowo (czyli więcej, niż przewiduje to norma etatu dla pracownika). Naprawdę konieczne są dodatkowe 2? Katecheza oznacza dla nas, podatników zatrudnianie 29 tys osób i  1 mld 630 mln zł rocznie – stać nas np. na kolejny miliard na etykę? I czy stać nas na niepoliczalne, ale wielkie straty wynikające z urzędowo wprowadzanych podziałów w najważniejszym okresie socjalizacji młodego człowieka?

Po co nam zmiana prawa, wzmocnienie czy ułatwienie organizacji etyki, skoro nie egzekwujemy tego, w którym etyka jest równorzędna religii? Nie liczmy na to, że prawa tego dopilnują urzędnicy zza swoich klęczników… ups… biurek. Jedynymi, którzy mogą doprowadzić do stosowania prawa jesteśmy my sami. Widząc religię w planie zajęć we wrześniu – poprośmy dyrektora, żeby pokazał wniosek 7 zainteresowanych. Widząc religię w środku lekcji – zaprotestujmy i przypomnijmy o prymacie przedmiotów obowiązkowych nad nieobowiązkowymi. Odmówmy składania za nasze dzieci oświadczeń wskazujących na ich przynależność lub nie do jakiegokolwiek kościoła – bo nikt nie ma prawa ich od nas żądać, złożyć je mogą dobrowolnie zainteresowani.

Od tego trzeba zacząć – od walki z własnym oportunizmem, z tolerancją dla naruszeń prawa, z przyzwoleniem na spychanie innowierców i  niewierzących na szkolny margines. Żaden minister i żadna ustawa za nas tego nie zrobi.

Czytaj również
  • Natalia

    „(..)walki z własnym oportunizmem, z tolerancją dla naruszeń prawa..”
    Drogi Panie, proszę w tym temacie uczulać nauczycieli i dyrektorów szkół a nie rodziców. Rodzic zawsze z tyłu głowy będzie miał świadomość, że jego sprzeciw odbije się na stosunku nauczycieli do dziecka, które lat kilka w tej szkole spędzi. Dalko nam także do takiej podmiotowości ucznia, by jego zdanie i wybory traktowane były jako oczywista, immanentna składowa edukacji.
    Co do reszty- pełna zgoda.

    PS Moja córka na etykę uczęszcza.

  • Błażej Sawicki

    Szanowny Panie ….dla jasności tematu, aby nie było tego typu problemów NALEŻY religie wyprowadzić ze szkół i przenieść do sal katechezy przy parafiach !!! Religia nie powinna się znajdować tam gdzie WYMUSZA się podstępem konieczność uczestniczenia w tych zajęciach. Czy mało miejsca jest w budynkach parafialnych??? AŻ ZA DUŻO na prowadzenie takiej indoktrynacji. Proszę więc nie pisać bredni tylko skoncentrować naukę tam gdzie jej miejsce a religie tam gdzie jest do tego przeznaczona, czyli w obrębie kościołów.

    • Lucyna

      Popieram!
      Ps: mój syn uczęszcza na etykę.

  • http://www.celinski.net.pl Marcin Celiński

    Pani Natalio – powtórzę jedynie tezę z tekstu – nikt za nas tego nie zrobi. Na wyniki szkolne nie ma to wpływu, od czasu jak mamy system testów przeprowadzanych i sprawdzanych poza szkołą. Presja – owszem, może być, ale z moich doświadczeń wynika, że brakuje w szkołach tego pierwszego, który się odważy. Po tym, okazuje się że całkiem normalna jest tzw. milcząca większość. I dotyczy to tak rodziców jak i nauczycieli. Nauczyciele są poddani presji z jednej strony i dla tzw. świętego spokoju robią to co robią. Presja z drugiej strony powoduje najczęściej natychmiastową korektę zachowania. A prawo jest za nami.

  • Błażej Sawicki

    czy komentarze są moderowane?

  • http://www.celinski.net.pl Marcin Celiński

    p. Błażeju – komentarze nie są moderowane, a co do Pańskiej propozycji – popieram i czekam, kiedy Pan ją wprowadzi w życie.
    Do czasu jej wprowadzenia namawiam do wykorzystywania realnych możliwości.

  • Natalia

    Panie Marcinie, sporo racji tylko widzi Pan, niekoniecznie sprawdza się to w praktyce. Byłam pierwsza „niepokorna”, nonkonformistyczna i jakoś tłumy za moim przykładem nie poszły. Dyrekcja szkoły mojej córki zorganizowała lekcje etyki- grupa międzyszkolna, bo więcej chętnych z jej klasy(szkoły) nie było. Dwie dziewczyny uczęśżczają na te zajęcia-chwalić dyrekcję i szkołę, że grupy nie likwiduje.
    Mentalnie polskie społeczeństwo, w dużej części nie dorosło jeszcze do takich”wyborów. Co więcej: sądzę, że nie dorosło do dania prawa wyboru własnemu dziecku. No i,na koniec: moim skromnym zdaniem dopóki nie wycofa się lekcji religii ze szkół i nie wprowadzi filozofii(bądź elementów filozofii) do programu, nie nauczymu naszych dzieci myślenia i wyborów samodzielnych.

  • http://skazaninapanoptikon.blogspot.com/ Krystian K

    „W praktyce szkolnej, w praktyce obecnego sporu i agresji wobec niewierzących w szkołach, przedmiot taki jak etyka może stać się równie szkodliwy jak religia. A mnie zależałoby na tym, żeby szkoła kształtowała maksymalnie wolnych ludzi, a nie wychowywała pro czy anty czemukolwiek. ”
    Nauczanie etyki wyzwala, oczy funkcjonowania w pluralistycznym społeczeństwie. Kształtuje swoje przekonania, uczy się je wyrażać i ich bronić. Etyka to coś więcej niż lekcje o tym „co dobre a co złe”. Jest ona dopełnieniem tego, czego brakuje na innych lekcjach. Na etyce mogę dyskutować i wyrażać swoją opinię, ale również dopełniać wiedzę z zakresu filozofii, która jest marginalizowana na innych przedmiotach. Brakuje nam zajęć takich jak właśnie etyka, szczególnie widać to w życiu publicznym.
    Bardzo dobry wpis, gratuluję, ale musi zdawać Pan sobie sprawę, że zajęcia z etyki to nie tylko wiedza, lecz kompetencje, które są konieczne abyśmy mogli zacząć mówić o sobie w kategoriach społeczeństwa demokratycznego.

  • http://www.celinski.net.pl Marcin Celiński

    p.Krystianie – ja to wiem, ale wiem także jak wygląda praktyka. Zajęcia z tzw. miękkiej sfery po prostu w naszym systemie szkolnym nie wychodzą, szybko stają się własną karykaturą.
    p. Natalio – to się zmienia i to w pożądanym przez nas kierunku, Sam mam ojcowskie doświadczenia w tej sprawie :) Jest oczywiście jeszcze zagadka dla wróżki – czy łatwiej zastąpić religię etyką filozofią, czy dojść do samoistnego rozwiązania tego problemu. Moim zdaniem to drugie jest realniejsze.

  • http://skazaninapanoptikon.blogspot.com/ Krystian K

    p. Marcinie, nie wychodzą dlatego, że nie dopuszcza się absolwentów filozofii do pracy w szkole. Nie wychodzą bo na humanistycznych przedmiotach wytyczne dla nauczycieli blokują możliwość dyskusji, kształcenia kompetencji nie ma na to czasu. Naprawdę nic nie mam do kulturoznawcy, czy geografa, który ukończył podyplomowo etykę i uczy jej w szkole. Jednak do tego przedmiotu potrzebni są nauczyciele filozofii. Proszę o troszkę zaufania i nie rugować nas ze szkół zanim jeszcze tam pojawiliśmy się.
    Przez wszystkie stopnie edukacji nikt nigdy ucznia nie pytał się o zdanie, po czym pod koniec liceum bądź też już na studiach ktoś pyta się go o zawarcie opinii. Nie dziwię się więc, że tak jest.

  • http://www.celinski.net.pl Marcin Celiński

    p. Krystianie – nikogo nie chcę rugować, a już na pewno filozofów. I w modelu teoretycznym od ręki się z Panem zgadzam – po czym przychodzi praktyka, gdzie nauczycielowi mianowanemu szkoła musi zapewnić pensum (a mamy coraz mniej uczniów), nauczyciel dla awansu zawodowego musi mieć 2 specjalności i lądujemy z tym Pańskim geografem po rocznej podyplomówce z etyki (to lepszy przypadek) albo z katechetką po kursach na KUL-u. Mam zaufanie do filozofów – ale nie mam za grosz zaufania do administracji oświatowej.

  • Marcin

    Zacznijmy od tego, że etyka pojawiła się w szkole wyłącznie jako papierek lakmusowy dla religii. Etyka usprawiedliwia obecność religii – taka jest de facto jej funkcja. Etyka służy legitymizowaniu obecności indoktrynacji wyznaniowej w szkołach. Co z tego, że etyka formalnie jest dostępna skoro jest nauczana w promilu szkół? Tak naprawdę czy ta etyka jest, czy nie, to realnego skutku nie ma. Ale ta fikcyjna obecność wystarcza, żeby religia mogła spokojnie w szkołach trwać – odbyło się to bardzo małym kosztem, właściwie żadnym, ale teraz każdy może powiedzieć, że jest sprawiedliwie bo na papierze wszystko się zgadza… Propagandową bitwę przegraliśmy.

    Ja tu po prostu nie widzę dobrego rozwiązania, dopóki religia będzie w szkole, to będą się pojawiać problemy. Jakbyśmy się nie trudzili i kombinowali przy etyce, to poprawnie nie będzie. Należy zacząć kombinować przy religii i np. zacząć od tego żeby wymusić, aby odbywała się obowiązkowo we wszystkich szkołach na pierwszej albo na ostatniej godzinie lekcyjnej.

    Można by też zamknąć tę całą dyskusję wprowadzając obowiązkową filozofię dla wszystkich, a religię/etykę usunąć na stałe.

    • agnieszka

      To prawda, że obecność etyki w szkole służy często legitymizowaniu religii. Sama uczęszczałam na etykę w liceum i o ile zajęcia bardzo mi się podobały bo zawierały elementy filozofii i opierały się na otwartej dyskusji, to zaczynały się niestety po zajęciach, kiedy szkoła była pusta i trwały chyba do 18. Religia oczywiście była normalnym punktem w planie, między zajęciami i z tego względu duża część osób, nawet nieidentyfikująca się światopoglądowo z nauczanymi treściami wolała przesiedzieć 45 minut na religii niż zostawać w szkole po lekcjach. Taka organizacja jest absurdem, mimo to, można powiedzieć – jest etyka, więc jest alternatywa. System szkolnictwa w Polsce ma jeszcze parę słabych stron, niestety, religia nie jest jedynym. Powszechne nauczanie filozofii (zamiast religii i etyki na przykład) mogłoby być dobrym rozwiązaniem, szczególnie w systemie nastawionym na techniczne wykształcenie, gdzie humanizm i kultura wydają się być niepotrzebne i są marginalizowane. Uważam, że łacina też by się przydała w podstawie programowej. A przede wszystkim – dobre lekcje ekonomii bo 95% 20-latków nie wie jak wypełnić PIT.

  • Shablah

    To może ja się wypowiem, jako ktoś kto na etykę uczęszczał. Przedmiot był prowadzony przez etyka i był bardzo sensowny. Zajęcia polegały generalnie na przedstawieniu jakiegoś problemu etycznego, oraz późniejszej dyskusji, w trakcie której uczniowie dyskutowali między sobą, starając się uzasadnić dlaczego np jedzenie mięsa jest (albo nie jest) nieetyczne, Oczywiście zdania były podzielone, co prowadziło do polemiki. Na koniec prowadzacy mówił jak każdy system etyczny (np. utylitaryzm) widzi dany problem. Fajne zajęcia pozwalające zrozumieć, że ludzie różnią się w swych sądach i że to nic strasznego. Poza tym, zajęcia pozwalały na zrozumienie co sprawia, że ktoś ma inne zdanie ode mnie, oraz na wyrażenie swojej opinii, co dla nastolatka w szkole jest nieczęstą okazją
    Ja uważam, że gdyby etyka miała być tak prowadzona jak w moim przypadku, to mogłaby być nawet przedmiotem obowiązkowym. Szkoda, że dużo osób postrzega ją jako religię dla niewierzących, zwłaszcza, że czlowiek uczy się na etyce czegoś dokładnie odwrotnego niż doktryny.

  • http://etykawszkole.pl Andrzej Wendrychowicz

    Zlikwidujmy etykę w szkole, bo ona tylko legitymizuje obecność katechezy. Jakże często to słyszę. Czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach i dobrej woli wierzy, że likwidacja etyki wyprowadzi religię ze szkół?
    Może zacznijmy rozmowę od dowiedzenia się, czego uczą się dzieciaki na etyce, zanim ją zlikwidujemy? Zapraszam na korepetycje na portal etykawszkole.pl

  • http://skazaninapanoptikon.blogspot.com/ Krystian K

    Shablah, dziękuję za tą wypowiedź. Jako nauczyciel tego etyki oraz filozofii sam lepiej tego bym nie wyraził.
    Panie Marcinie, mimo sympatii do Pana pozwolę sobie być bardzo kytyczny.
    Czy wie Pan jak wyglądają zajęcia z etyki? Jak Pan sobie je wyobraża? Skąd zaczerpnął Pan wiedzę jak takie zajęcia wyglądają?

  • Pingback: Wpis 50. Szybko w sumie. | Sentencja życia.()

  • Waldemar

    Nauczycieli etyki tak jak nauczycieli religii rzymsko katolickiej kształci również kościół katolicki. Mogą to być te same osoby.
    Przykład: jezuici w Warszawie – bobolanum
    http://www.bobolanum.edu.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=410&Itemid=202

  • http://wesele-vip-band.manifo.com/ Tomek Malbork

    Myślę, że zajęcia z etyki dla dzisiejszej młodzieży byłyby jak najbardziej wskazane. Jestem jednak pełen obaw, gdy zajmują się ich planowaniem obecni politycy…