Mania grandiosa

Drukuj

p_mMania grandiosa to groźna i pomimo rozpoznania i opisania dawno temu choroba na którą nikt jeszcze nie znalazł lekarstwa.

Szczególną grupą podwyższonego ryzyka są politycy, których większość cierpi na nią przez całą karierę.

Trudno określić, jaka jest droga przenoszenia tej choroby – faktem niezaprzeczalnym jest, że szkodzi ona nie tylko samemu choremu, ale także jego otoczeniu, całym krajom i kontynentom.

W ostatnim czasie daje o sobie znać mania grandiosa Władimira Putina – nie wiem, czy myśli o sobie jak o Piotrze I, Konstatynie Wielkim czy Stalinie – ale efektem tego myślenia jest przeświadczenie o misji odbudowy imperium rosyjskiego i zdolności do bezkarnego przesuwania granic na swoją korzyść na obszarze Eurazji i okolic.

Jak pisałem wyżej – nie wiadomo jak choroba się przenosi, przypadek Angeli Merkel naprowadzałby na trop drogi telefonicznej – najczęściej rozmawiającej tą właśnie drogą z Putinem kanclerz wydaje się wyraźnie, że jest Karolem Wielkim, lub co najmniej Ottonem I – samodzielnie kreującym politykę europejską, bez oglądania się na instytucje UE czy inne kraje członkowskie.

Przy opisanych wyżej przypadek francuski to małe miki – mania grandiosa jest jakimś elementem murów Pałacu Elizejskiego i Francja z jakichś (bliżej nieznanych)  przyczyn uczestniczy w każdej konferencji dyplomatycznej, choć od czasów wersalskiej nikt generalnie nie interesuje się tym, co Francuzi mogą mieć do powiedzenia.

Piszę to oczywiście w kontekście berlińskiej konferencji szefów dyplomacji Niemiec, Francji, Rosji i Ukrainy. Konferencja, w której rekordowe stężenie manii grandiosy była jedynie nieznacznie rozcieńczone udziałem ukraińskiego ministra Klimkina.

W konferencji tej Rosja w swojej odmianie choroby oczekiwała zatwierdzenia podbojów – Krymu i Donbasu. Niemcy w swojej – oczekiwali uznania ich za mocarstwo równe Rosji,  nie zauważając, że umizgi Ławrowa wynikają nie  z uznania ich mocarstwowości, ale z roli, którą faktycznie pełnią – użytecznego idioty, wykluczającego USA czy europejskich sojuszników Ukrainy (takich jak choćby Polska) z rozmowy. Francuzi – po prostu byli, uwiarygadniając Niemców i tezę, że Unia Europejska jako byt polityczny istnieje, cytując klasyka, tylko teoretycznie.

Konferencja ta dała także asumpt dla eksplozji polskiej grandiosy – głęboko urażonej brakiem przy stole polskiego ministra, komentatorzy dawali upust rozczarowaniu przede wszystkim Ukraińcami, którzy nie powalczyli o nasz udział. Ciężka grandiosa z powikłaniami.

Ukraińcy walczą o swoje istnienie – wcale nie o Krym czy Donbas. Żeby było śmieszniej, czego przyjąć nie chcemy do końca my, a zupełnie „mocarstwowe” Niemcy – o niepodległość państw byłego bloku sowieckiego i bezpieczeństwo Europy. Walcząc szukają każdego sprzymierzeńca i przyjmują każde zaproszenie – idiotyzmem z ich strony byłoby upieranie się przy udziale w spotkaniu Polaków. Co by to zmieniło?

Konferencja zakończyła się niczym. Rosyjski konwój z tzw. pomocą humanitarną wjechał na Ukrainę jak do własnej stodoły. Angela Merkel poleciała do Kijowa wybadać granice akceptowalnego kompromisu, po konferencji… Walki trwają, a Rosjanie uczcili ukraińskie święto niepodległości barbarzyństwem przegonienia przez Donieck jeńców – ku uciesze tłuszczy. To ci dopiero deeskalacja…

Dokładnie 100 lat temu wybuchła Wielka Wojna –w wyniku wszecheuropejskiej manii grandiosy. Każdemu w tamtej Europie wydawało się, że jest co najmniej kilkukrotnie większy niż był w rzeczywistości.

Niemcy i Francja, którym wydaje się że są większe od Unii Europejskiej i mogą manipulować w imię swoich interesów – raz używając jej instytucji – jak przy sankcjach, raz zapominając o niej – jak przy rozmowach politycznych, ściągają na nas niebezpieczeństwo przedłużającego i rozszerzającego się konfliktu. Putin nie traktuje poważnie słabych graczy. W jego odmianie grandiosy poważnym partnerem mogą być USA lub zdeterminowana UE. Na pewno nie są takimi dwa kraje, prowadzące od dziesięcioleci najbardziej prorosyjską politykę w Europie.

Do przeciwstawienia się rosyjskiemu szaleństwu odbudowy imperium potrzebna jest spójna i racjonalna polityka europejska. Polityka, która nie będzie zdominowana chwilowymi interesami tego czy innego państwa, ale interesem mieszkańców naszej części kontynentu – dzisiejszym i przyszłym.

Sto lat temu mocarstwa koniecznie chciały sprawdzić jak to jest z ich wielkością – i zniknęły,  nawet zwycięzcy nigdy już nie wrócili do przedwojennej świetności.

Twitter @Marcin_Celiński

Czytaj również