Lepiej nie patrzeć

Drukuj

Dziś w Polsce najlepiej nie patrzeć.  A jeśli już patrzeć – to nie widzieć. A jeśli już widzieć – to nie rozumieć.

Najlepiej dzieje się w tych dziedzinach życia, których nie widzimy. Bo jeśli przyjrzymy się którejkolwiek – od razu mina rzednie…

Od lat powtarzaliśmy sobie, że Polska jest demokratycznym państwem prawnym. Lecz jak to przy bluffie się zdarza – ktoś powiedział „sprawdzam” i zamiast pikowych figur pokera, na stole pojawiły się różnokolorowe blotki.

Polski system mający służyć obronie prawa i porządku został poddany pobieżnym oględzinom opinii publicznej – najpierw za sprawą Amber Gold, zaraz potem rozstrzygnięć  w sprawie gangu pruszkowskiego, na koniec dzięki prowokacji wobec szefa gdańskiego sądu.

Dowiedzieliśmy się w ostatnich tygodniach, że sądowy zakaz działalności gospodarczej można sobie włożyć w buty, żeby być wyższym, bo i tak sąd rejestrowy nie weźmie takiego pod uwagę. Że płacenie podatków i sprawozdania dla fiskusa są fakultatywne, dla chętnych – taki Marcin P. na przykład do chętnych nie należał, nie rozliczał się i w niczym mu to nie przeszkadzało.

Przez wiele lat tłumaczono nam, że Słowik, Bolo i wielu jeszcze z Pruszkowa to bad guys – a tu proszę, sąd ich uniewinnia (wskazując na żenująco słaby materiał dowodowy prokuratury),  zaraz okaże się, że gang pruszkowski to był tak naprawdę oddział Sodalicji Mariańskiej, zajmujący się wspieraniem ubogich i przeprowadzaniem staruszek przez ulicę. „Niesłusznie oskarżeni” zwrócą się teraz zapewne o odszkodowania za lata spędzone w aresztach, które na podstawie wyroku uniewinniającego ewidentnie im się należą.  Podsumowując – zapłaciliśmy jako podatnicy za utrzymanie tych panów w areszcie, zapłaciliśmy wieloletnie wynagrodzenia prokuratorom i śledczym gromadzącym materiał dowodowy, a teraz zapłacimy odszkodowania uniewinnionym. Mam poczucie, że to marny interes. Bardziej opłacałoby się zostawić gangi w spokoju i czekać aż sami się wystrzelają przy ustalaniu podziału: na której ulicy, którzy mogą przeprowadzać staruszki.

W gimnazjum jest przedmiot o nazwie Wiedza o społeczeństwie. Od gimnazjalistów wymagamy wiedzy o trójpodziale władzy, o niezawisłości sądów. Brak tej wiedzy może  spowodować brak promocji do kolejnej klasy. Brak tej wiedzy nie przeszkadza jednak, by być sędzią, a nawet przewodniczącym sądu okręgowego – co udowodnił p. Milewski. Wysoki urzędnik wymiaru sprawiedliwości w stylu rodem z gogolowskiego „Rewizora”  dyskutuje z kimś podającym się za Asystenta Kogoś Ważnego z Kancelarii Premiera. Ustala terminy ws. Marcina P. Pyta o wyznaczanie składów sędziowskich. Byłoby zabawne, gdyby nie działo się naprawdę.

Z tego pobieżnego oglądu (aż się boję na myśl czego byśmy się dowiedzieli, gdyby organy wymiaru sprawiedliwości „wziąć pod lupę”) wyłania się obraz systemu, w którym niezawisłość jest mylona z nieodpowiedzialnością, zresztą niezawisłość kończy się na jednym telefonie od kogoś podającego się za podrzędnego urzędnika kancelarii premiera.

System oczywiście ma sukcesy – świetnie sobie radzi z karaniem cyklistów z promilami we krwi. Potrafi gnębić za 3 gr marihuany, Olga J. pseudonim Kora ma czego się bać. Gdyby była Andrzejem S. pseudonim Słowik mogłaby spać spokojnie…

System nie jest problemem Gowina czy Tuska – to problem sądownictwa tak karnego jak i cywilnego od lat. To problem prokuratury zarówno tej niezależnej, jak i podlegającej poprzednio ministrom sprawiedliwości. System zapełnia więzienia cyklistami, przez co brak w nich miejsca dla gangsterów. System, każący ścigać dorosłych ludzi za używki, niezdolny do ścigania prawdziwych zagrożeń dla porządku publicznego.

Sukcesem rządu i parlamentu  byłoby, gdyby obecna dyskusja o wymiarze sprawiedliwości doprowadziła do choćby kilku istotnych zmian –wprowadzenia odpowiedzialności prokuratorów za nadgorliwość wobec jednych, a rażącą bezczynność wobec innych. Do nadzoru merytorycznego organów sądownictwa nad orzeczeniami sądów i wyciągania wniosków (także personalnych)  z liczby uznanych apelacji i odwołań. I do depenalizacji czynów o żadnej lub znikomej szkodliwości – by nie zajmowały czasu i nie pozwalały na poprawianie statystyk niewydolnym organom wymiaru sprawiedliwości. To dałoby nam  więcej korzyści, od wielu komisji śledczych.

Czytaj również