Kompromitacja (braku) systemu

Drukuj

Demokracja niewiele zna świętości – ale nikt nie ma wątpliwości, ze wybory są świętością w takim systemie. Nie rytuałem jak za czasów PRL, który nie miał znaczenia. Nie farsą jak referenda na Krymie czy w Donbasie. W demokratycznym państwie prawnym wybory są świętością. A zaufanie obywateli co działania systemu, do uczciwości obliczania wyników, fundamentem .

Czy sięgnęliśmy dna kompromitacji jednej z fundamentalnych dla ustroju instytucji jaką jest gwarant uczciwości i legalności wyborów o nazwie Państwowa Komisja Wyborcza?

Od poniedziałku, codziennie wydaje się że tak. Jednak każdy kolejny dzień dowodzi, że można upaść jeszcze niżej. Dlatego, kiedy piszę te słowa, po komunikacie, że dziś tj. w powyborczą środę także nie powinniśmy się spodziewać wyników wyborów, nie zaryzykuję stwierdzenia że to już dno – bo nie wiem czego dowiemy się jutro.

Demokracja niewiele zna świętości – ale nikt nie ma wątpliwości, ze wybory są świętością w takim systemie. Nie rytuałem jak za czasów PRL, który nie miał znaczenia. Nie farsą jak referenda na Krymie czy w Donbasie. W demokratycznym państwie prawnym wybory są świętością. A zaufanie obywateli co działania systemu, do uczciwości obliczania wyników, fundamentem .

To czego świadkami jesteśmy od niedzieli niszczy wybory, podkopuje ich fundament i jest realnym zagrożeniem dla ustroju. Bo podkopuje resztki zaufania do państwa i jego instytucji. Bo niszczy słabo przecież rozwinięte społeczeństwo obywatelskie. Bo kompromituje demokrację jako system praw, w tym prawa do podejmowania decyzji wyborczych.

Czy to jest zamach i spisek ? Oczywiście że nie, podobnie jak przy większości „zamachów” i „spisków” powód jest prozaiczny i niebywale wstydliwy – generalny, totalny wszechogarniający bałagan, tumiwisizm, nieodpowiedzialność i brak odpowiedzialności kogokolwiek za cokolwiek.

Ktoś w ostatniej chwili zleca wykonanie systemu informatycznego , ktoś inny buduje go w nierealnym czasie, jeszcze ktoś inny wdraża bez sprawdzenia – a potem okazuje się, ze system nie działa.

Idiotyczne zupełnie jest zachowanie PKW w tym wszystkim – która najdalej w poniedziałek rano powinna zarządzić wdrożenie archaicznych ale skutecznych metod zliczania głosów poza systemem informatycznym. Ale panowie z tej szacownej instytucji zachowują się jakby byli od nas oddzieleni bardzo grubą ścianą i żyli w świecie równoległym – zachowują stoicki spokój i publicznie się dziwią, że mamy jakiś problem.

Na to nakładają nam się kolejne doniesienia – o kodzie źródłowym publicznie dostępnym, o zwycięzcy ze Szczecina, który nawet nie kandydował. Poza informatycznymi mamy też tradycyjne problemy – gdzieś brakowało stron w książecce do głosowania, gdzieś 30% głosów jest nieważnych, gdzieś znaleziono plik kart z uzupełnionym wyborem, gotowych do dorzucenia hurtem…

Wybory to zbyt poważna sprawa, żeby oddać je sporowi PO – PiS. Bo już widać, że tuby PO krzyczą o przesadzie, i że generalnie jest ok. A tuby PiS wzmacniają tezę o ruskich serwerach i spisku fałszerzy. Nie można pozwolić na sprowadzenie dyskusji na zwyczajowy poziom.

Musimy przełknąć tez kompromitację, która będzie kosztowała dużo i długo. Która deprecjonuje każdą kampanię profrekwencyjną, każdą edukację obywatelską i tłumaczenie, że głos w wyborach ma znaczenie. To trzeba przełknąć, wyjść z popisowskich okopów i zmierzyć się z  polskim bałaganem i bezhołowiem. Radykalnie. Ustalić winnych każdego z wykroczeń i ukarać ich. Skończyć z brakiem odpowiedzialności. Państwo musi dowieść, że nie istnieje tylko teoretycznie. A może dzisiaj zrobić to tylko w jeden sposób – doprowadzić procedurę wyborów samorządowych do wyników, które nie będą budziły wątpliwości co do ich uczciwości. Nawet jeśli oznaczałoby to powtórzenie głosowania. Tu nie chodzi o to, czy wygrał PiS, PSL czy PO – to trzeciorzędne. Tu chodzi o fundament demokracji – zaufanie do instytucji wyborów. A na fundamentach oszczędzać nie wolno.

Twitter @Marcin_Celiński

Czytaj również