Jaśnie Oświeconemu Cezaremu, księciu na Krytyce i Politycznej, Michalskiemu do sztambucha.

Drukuj

Jedną z funkcji programów obsługujących pocztę internetową (tzw. klienci e-mail) jest potwierdzenie otrzymania wiadomości przez adresata – najczęściej jest to krótka informacja „wiadomość została otrzymana w dniu… o godzinie….”, co dowcipniejsi ustawiają sobie w programie tekst „ wiadomość została wyświetlona na komputerze odbiorcy w dniu…. O godz. …. co wcale nie oznacza że została przeczytana, ani tym bardziej zrozumiana przez odbiorcę”. Mam wrażenie, że właśnie tą drugą wersję otrzymałem od p. Cezarego Michalskiego, który był uprzejmy postawić mnie w swoim felietonie w „Krytyce Politycznej” (Republikanizm pańszczyźniany 25.09.11), jako jeden z przykładów roszczeniowo-nierozumnego stosunku do państwa.

Paradoksalnie – z większością przekazu p. Michalskiego na temat  infantylnej histerii antypisowskiej i antyplatformianej, oraz łatwości przechodzenia z jednej do drugiej, niektórych celebrytów,  w pełni  się  zgadzam  – tym większe było moje zdumienie w trakcie lektury felietonu, kiedy zaraz za Muńkiem czy Kazikiem pojawiła się moja skromna osoba. Na towarzystwo nie narzekam – to idole mojego pokolenia i nawet jeśli dziś plotą bzdury na jakiś temat – to wspomnienie odsłuchiwanych nowości  z trzeszczących kaset i klimatycznych koncertów lat 80-tych powoduje, że zawsze moja próżność będzie mile połechtana znalezieniem się w takim gronie.

Powód do obecności w gronie „pańszczyźnianych republikanów”  p. Michalski znajduje w moim tekście Szatan w TVP dla Gazety Wyborczej, traktującym o „aferze” związanej z udziałem Nergala w jury konkursu śpiewaczego o nazwie „The Voice of Poland”, będącym  sztandarową obecnie produkcją telewizji publicznej.

Ochrzczony przez  J.O. p .Michalskiego mianem „chłopa pańszczyźnianego” – co mnie, egalitarystę jakoś nie  boli,  raczej śmieszy, kiedy wychodzi jako obelga  spod pióra felietonisty lewicowego periodyka –  czuję się  wyzwany do tablicy.

Chłop pańszczyźniany historycznie płacił daniny, chodził na odrobek i nie pytał po co, uznawał że tak jest bo musi być, że to naturalny porządek świata  i dopiero król pruski lub car ruski porządek ten zmieniał. Ale istnieli także tacy chłopi pańszczyźniani, piśmienni, pod strzechy których zawędrowała książka, którzy zaczynali pytać, a potem nie zgadzać się na daniny i pańszczyznę. I jeśli w chłopach szukamy – to ja  w tych pytających i buntujących się sytuuję.

Asumptem do zaliczenia mnie do  grona „republikanów – chłopów pańszczyźnianych” było zapewne moje zdanie „ (…)Zgadzam się z apelem biskupa Meringa – tej firmie nasza danina się nie należy.(…)” – można to odczytać wprost ,  lub w kontekście całej mojej wypowiedzi, zejść na chwilę z poziomu dosłownej poetyki  opisywania bohaterów wytopu surówki i wydobycia węgla – i sprawdzić w słowniku inteligenckiej kultury postszlacheckiej (jak rozumiem właściwej nie-chłopu, księciu Michalskiemu) znaczenie słów ironia i sarkazm.

Wystarczyło przeczytać akapit wyżej mojego tekstu – finansujemy daniną publiczną produkcję trzeciorzędnego konkursu śpiewaczego, jakich pełno w telewizjach komercyjnych. Kiedy jako chłop zbuntowany pytam na co ta danina – dostaję odpowiedź „na misję”. Kiedy zaglądam w tę „misję” – dostaję „The Voice of Poland”. No i chłop się we mnie buntuje.

Jako człowiek,  który nie utrzymuje się z wytworów własnego pióra,  mam duży respekt do zawodowców, takich jak mój adwersarz. Przeszło mi zatem przez myśl, że warsztat mój chłopski za słaby jest na książęce czytanie – ale komentarze i głosy zarówno na portalu GW jak i na Liberte! świadczyły o tym, że czytelnicy sarkastyczny wymiar tekstu pojęli – ale może to sami chłopi byli?

W kontekście sporu o Nergala pisałem o jego niepoważnej z natury samej istocie – o tym, że temat programu rozrywkowego zdominował prawie na tydzień dyskurs polityczny w środku kampanii wyborczej – jakby ważniejszych problemów Polska nie miała. I dotknąłem tematu telewizji publicznej – którą odpolitycznić na rzecz upublicznienia zawsze chcą ci, co chwilowo są poza jej zarządem, kiedy już układ się zmieni i wejdą do tego zarządu – upolityczniają ją jeszcze bardziej (choć wcześniej się wydawało, że bardziej się nie da). Być może jest to kwestia żył wodnych na Woronicza – ale każdy kto tam wejdzie, po dwóch tygodniach staje się klonem swoich poprzedników.  Podział „ideowy” w kwestii abonamentu wygląda w uproszczeniu tak: lewica nie chce płacić na Pośpieszalskiego, prawica na Nergala, a liberałowie nie chcą płacić na bzdury. Nie wiem jakim cudem Anglikom udało się zbudować BBC – wiem, po 20 latach przeróżnych prób czynionych przez przeróżnych ludzi, że mamy TV publiczną z rozrywką na poziomie bardzo wczesnego Polsatu (dominują majteczki w kropeczki itp. ho ho ho) i publicystyką będącą  nachalną propagandą „po linii” obecnie zarządzających tą instytucją.  I nie będę czekał aż dobry car to zmieni – buntuję się.

Mości Książę,

Nim raczysz po raz kolejny, po przeczytaniu nazwiska  nadawcy listu, burknąć z wyższością „Głupiś chamie…” racz przeczytać jego treść, lub zleć odczytanie na głos któremuś z biegłych w piśmie totumfackich.

O co pokornie wnosi

Marcin Celiński

Włościanin poddany

Warszawskiej Guberni

Memoriae causa scripsi

Czytaj również
  • Iwona

    …świetne.. ;)