Historia od nowa

Drukuj

ambasadaJak szybko może się skończyć złudzenie postpolityki, życia po końcu historii, w stabilizacji, pokoju?  Jak szybko niemożliwe staje się faktem?

Jesteśmy w Unii Europejskiej – strefie pokoju, jesteśmy w NATO – najsilniejszym sojuszu na świecie.

Dzisiaj doświadczamy, jak niewiele trzeba, żeby zburzyć spokój siedzenia we własnym smrodku.  Wchodząc do strefy zachodu chcieliśmy przejmować pozytywy – standardy demokratyczne, gospodarcze know how, prawa obywatelskie – ale przejęliśmy także kompletne nierozumienie totalitarnej Rosji (w naszym przypadku to amnezja) i niczym nie wytłumaczalne przeświadczenie, że klęski, wojny i najazdy to problemy afrykańskie czy azjatyckie – bo przecież nie nasze.

Agresja Putina na naszego sąsiada – Ukrainę –  przypomina nam gdzie leży Polska, czym jest Rosja, a najgorsze co nam przypomina – znaczenie traktatów i gwarancji.

Ukraina, posiadająca po rozpadzie ZSRS armię 700 tysięczną i arsenał atomowy uwierzyła sygnatariuszom tzw. Deklaracji Budapeszteńskiej. USA, Wielka Brytania i Rosja gwarantowały niepodległość i integralność terytorialną Ukrainy w zamian za likwidację jej arsenału atomowego. Dzisiaj, kiedy po głowicach śladu już nie ma, Rosja wjeżdża na Ukrainę jak do własnego garażu, a pozostali sygnatariusze… Nabijają sobie rachunki telefoniczne wydzwaniając gdzie się da, a NATO potrafi wydać z siebie jakieś dziwaczne wezwanie do „deeskalacji” działań zbrojnych – Putinowi zapewne ze śmiechu botoks się przesunął.

Rosjanie Zachód znają doskonale, jak to powiedział jeden z rosyjskich senatorów: Nie zwracajcie uwagi na europejskich polityków. Pogadają sobie, pogadają i przejdzie im.

Nawet taka inicjatywa jak bojkotowanie spotkania G8 w Soczi szybko jest torpedowana przez Angelę Merkel, w zamian za jakąś mglistą obietnicę powołania grupy wspólnej ds. Ukrainy. Nie bardzo wiadomo kto ma być w tej grupie, jakie mają być jej kompetencje – ale wiadomo na pewno, że w trakcie rozmowy kanclerz Niemiec z prezydentem Rosji, wojska rosyjskie kontynuowały działania zbrojne na Krymie.

Mieliśmy trochę czasu żeby pocieszyć się, że jesteśmy zachodem. Teraz możemy się tym pomartwić.

Najbliższe dni, to dni próby całego porządku światowego. Sprawdzimy, czy warto pozbywać się broni nuklearnej w zamian za gwarancje USA i Wielkiej Brytanii – na pewno będzie to pilnie obserwował Iran, namawiany do rezygnacji z własnych planów w tym zakresie dokładnie takimi gwarancjami. Sprawdzimy czy NATO to taka organizacja do wspierania Ameryki w Afganistanie czy Iraku, czy też sojusz wojskowy zdolny do utrzymywania pokoju na świecie i poskramiania apetytów satrapów. Sprawdzimy też, czy prawdą są pogłoski o rozpadzie Związku Sowieckiego i likwidacji jałtańskiego podziału wpływów w Europie. Bo może te wieści były głęboko przesadzone?

Bardzo chciałbym się mylić, ale wszystko co widzę układa się w scenariusz  monachijski, obrona rosyjskiej mniejszości, wyczekiwanie Ukraińców na reakcję sojuszników, bierność ich wojska, tworzenie faktów dokonanych przez agresora i paniczna walka o zachowanie pozorów pokoju i ładu przez Zachód. Na dzisiejszego Chamberlaine’a wyrasta nie wiem, czy Merkel czy Steinmeier – ale któreś z nich pewnie niedługo nam powie – przywożę pokój. A ceną pokoju będzie rozbiór Ukrainy i rosyjski protektorat nad jej resztówką.

Mniejszość rosyjska jest w każdym z krajów postsowieckich. A uzasadnione interesy Rosji – w każdym kraju Europy Środkowej.

Nie jest rozwiązaniem wojna z państwem posiadającym broń nuklearną i mało cywilizowanych przywódców. Ale rozwiązaniem nie jest także tolerowanie ich agresji. Reżim kremlowski zapewnia sobie wewnętrzny wizerunek normalności olimpiadami, szczytem G8, uczestnictwem w międzynarodowych instytucjach – skąd taki Putin czy Miedwiediew przyjeżdża do Moskwy i tłumaczy swoim rodakom – jesteśmy jak demokratyczni jak Niemcy i potężni jak Amerykanie, poważają nas, nikt nie mówi, ze jesteśmy źli.

Ale czy uczestnictwo Rosji w G8, w Radzie Europy, czy w OBWE jest obowiązkowe? Czy ludzie związani z reżimem dokonującym  agresji na swojego kolejnego  sąsiada powinni być mile widziany w krajach szanujących pokój i prawa człowieka? Oczywiście, że nie. Przynależność do pewnych klubów jest warunkowana. RPA przez lata, dokąd nie zlikwidowano apartheidu, w wyniku zgodnego ostracyzmu cywilizowanego świata nie był dopuszczony do organizacji imprez sportowych. Rosja, dokąd nie będzie miała podstawowych cech państwa szanującego prawo międzynarodowe i dotrzymującego traktatów, dokąd nie przestanie być zagrożeniem dla wszystkich swoich sąsiadów, powinna być izolowana.

Jeżeli Europa i NATO nie wprowadzą sankcji, nie będą izolować agresorów z Kremla, jeśli sprzedadzą Ukrainę za obietnicę, że „to już ostatni raz”, jeśli nie wykażą się w tej chwili stanowczością – pokażą tylko pułkownikowi Putinowi, że może wszystko, że nie ma siły, która skarciłaby jego imperialistyczne zapędy. Że na oczach i przy cichej akceptacji świata może spokojnie realizować wielkoruskie marzenia o odzyskaniu środkowoeuropejskich kolonii. To perspektywa akceptowalna może  dla USA. Dla nas nie.

Jedno jest pocieszające w tym naszym najgorszym z systemów. Opinia publiczna, wykazując o wiele więcej politycznego rozumu od swoich wybranych przedstawicieli, zajmuje się sprawą ukraińską od momentu, kiedy chcieli ją porzucić urzędnicy – od szczytu w Wilnie. To pikietom, demonstracjom, apelom i publicystyce zawdzięczamy to, że nasze rządy nie pogrążyły się w ulubionym nicnieróbstwie i tłumaczeniu, że nas problem nie dotyczy. To opinia publiczna nie daje sobie wmówić, że kiedy sołdaci odprują z mundurów naszywki z barwami Rosji, przestają być agresorami obcego państwa, w co chętnie chcieliby uwierzyć politycy. I tylko w tym nadzieja, nasze działania, nasza aktywność, uniemożliwi oddanie  Ukrainy i obroni Europę przed pułkownikiem Putinem.

Czytaj również