Echo Moskwy

Drukuj

Wtem… przyszedł moment kiedy Leszek Miller poczuł się zaniepokojony. Nie niskimi wynikami w sondażach kandydatki Ogórek, lecz stosunkiem Ukraińców do przywódców UPA. A jednak! Faceta, którego nie ruszają tortury w kraju, którym rzadził, coś zaniepokoiło!

miller

Są specjaliści, twierdzący że od nawyków i młodzieńczych skłonności uciec się nie da. Że można próbować, oszukiwać otoczenie i siebie samego, lecz bezskutecznie.

Tezę tę wydaje się potwierdzać postawa przewodniczącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej Leszka Millera.

Leszek Miller latami udawał twardziela – wrzucał nam bon moty i nic, ale to absolutnie nic go nie niepokoiło. Nawet swój epizod w Samoobronie znosił bez zbędnego niepokoju.

Nie niepokoi go też absolutnie, że jego partia gubi ostatecznie nawet ostatnie człony nazwy – lewicy i demokracji od dawna w niej nie ma, nazywanie sojuszem tej organizacji po kolejnych odejściach lub wyrzuceniach – też jest nieco na wyrost.

Wtem… przyszedł moment kiedy Leszek Miller poczuł się zaniepokojony. Nie niskimi wynikami w sondażach kandydatki Ogórek, lecz stosunkiem Ukraińców do  przywódców UPA. A jednak!  Faceta, którego nie ruszają tortury w kraju, którym rzadził, coś zaniepokoiło!

SLD przedłożyło w Sejmie odpowiedni projekt uchwały, „wyrażającej zaniepokojenie”. Leszek Miller twierdzi, że „konieczna jest reakcja polskiego parlamentu” na ustanowienie rocznicy powołania UPA  „Dniem Obrońcy Ojczyzny” i niedawne uczczenie minutą ciszy pamięci jednego z jej przywódców Romana Szuchewycza.  Przypomniał sobie także o rzezi wołyńskiej i jej ofiarach.

Można by spróbować tłumaczyć liderowi postkomunistów, że trudno wymagać od Ukraińców, żeby w swojej polityce historycznej czcili np. Lenina czy Stalina, których kult stale obecny w Rosji panu Millerowi nie przeszkadza. Może nie dotarł jeszcze do tych stron podręcznika, gdzie mowa o Gułagu, o Kołymie, o eksterminacji Polaków pod okupacją sowiecką w 1939 r., o Katyniu w końcu. A może ma podręcznik z czasów, kiedy był piękny i młody – w tamtym na pewno słowa o tym nie ma.

Można by – ale po co? Pan Miller doskonale wie, jak jest. Próbuje cynicznie grać na nucie antyukraińskiej, zapewne w swoim mniemaniu pomagając kandydatce na prezydenta, być może walczy o 8% dla SLD od których uzależnia swoje dalsze przywództwo. A być może, odruchem z młodości bawi się w echo Moskwy – co w Moskwie jest trendy, to u niego na topie?

Jestem ostatnim, który lekceważyłby tragedie naszej części Europy – w XX w. mieliśmy ich za wiele, jak na jeden wiek. Rzeź wołyńska to straszna karta – ale to karta Ukraińców i Polaków, z którą musimy się uporać sami.  Na pewno sldowski projekt uchwały do tego nas nie zbliża.

Dziś Ukraińcy walczą o granicę Europy, o granicę naszej cywilizacji – czy to się komuś podoba, czy nie, czy ktoś to lubi, czy nie. Walczą nie z własnej inicjatywy, lecz reagują na rosyjską agresję. Dziś, w najlepiej pojętym polskim interesie powinniśmy stać za nimi i wspierać ze wszystkich sił. Leszek Miller – wszystko jedno czym motywowany – staje po stronie prorosyjskich ultraprawaków, stając się ich parlamentarną reprezentacją. Gratulacje.

To niebezpieczna zabawa, tak dla Millera jak i tych paru osób pozostających z nim w „sojuszu”. Na szczęście nie stanie się niebezpieczna dla nas wszystkich, bo nie wierzę, by w polskim parlamencie znalazła się  się większości dla takiej uchwały.

@Marcin_Celiński

Czytaj również