Co wymyśli Czarzasty?

Drukuj

Są partie, które poważnie podchodzą do wyznaczonych przez siebie celów, konsekwentnie realizując bez względu na przeszkody. Takie na przykład SLD – po eksperymencie z „odmłodzeniem” (Napieralski), które okazało się powrotem do schlebiania gustom bardzo tradycyjnego (i wąskiego) elektoratu post PZPR, przyszedł czas na odnowienie – i według znanej zasady, że oglądamy filmy które już znamy – nową twarzą lewicy stał się jakby skądś znany Leszek Miller. Żeby podkreślić wiew świeżości wczoraj szefem regionu mazowieckiego został Włodzimierz Czarzasty.

                Wybór Millera trochę rozumiałem – na lewicy jest deficyt liderów, którzy mają predyspozycje do poprowadzenia tej formacji – Kwaśniewski, Cimoszewicz trzymają się nieco z boku, Borowski nosi piętno zdrajcy, Olejniczak z Napieralskim mieli swoje szanse, których nie wykorzystali. Być może w SLD po prostu nikogo innego nie ma –ale Miller robi potężny błąd wizerunkowy otaczając  się weteranami. Szkoda czasu na opisywanie dosyć znanej ścieżki kariery p. Czarzastego  – jak sądzę, może się on kojarzyć z bardzo wieloma sprawami, ale chyba najmniej z dynamiczną przebojowością potrzebną lewicy tkwiącej od lat w narożniku poważnej polityki. Niewątpliwie posiada wielkie zdolności w „grach podstołowych”, kombinacyjnych roszadach ustalanych w zaciszu gabinetów i knajpek, trudno go jednak posądzać o charyzmę czy epatowanie ideowością porywającą sporą grupę lewicowo zorientowanych Polaków. Wieści z SLD wskazują na to, że jeszcze kilku z osławionej grupy „baronów” planuje swój comeback  – czyli partia zepchnięta do defensywy zamyka się, miast otwierać.

                SLD to nie moi bohaterowie i płakać nad ich losem nie zamierzam – choć wiedząc, że rynek, także polityczny, nie znosi pustki – trochę obawiam się, kto SLD zastąpi. Rozważania są oczywiście na poziomie dżuma czy cholera – ale chyba już wolę Millera, który przy wszystkich wadach jego i jego otoczenia, posiada jednak podstawowy instynkt państwowy i rozumienie jego struktur, od populistycznej lewicy w rodzaju Palikota , która a to wrzuci groźne dla podstaw konstytucyjnych prawa własności tzw. prawo ostatniej koszuli, a to zaproponuje uzależnienie dotacji dla partii nie od głosu wyborczego ale od popularności w kwietniu każdego roku, mimochodem otwierając furtkę do kilkukrotnego zwiększenia wymiaru obciążenia budżetu na ten cel.

                Truizmem jest powtarzanie że lewica jest w normalnym kraju potrzebna. W Polsce od sprawy Rywina lewica stała się marginesem – przede wszystkim za sprawą własnych liderów, którzy nie znaleźli pomysłu na wyjście z cienia, na budowę zaplecza intelektualnego, które dałoby tematy do dyskursu inne niż wewnętrzne rozgrywki i wycinanie się nawzajem. No ale jeśli szczytowym osiągnięciem programowym jest pomysł na rozdawnictwo jabłek w kampanii …  No to czekam, co wymyśli Czarzasty.

Czytaj również