Chłop potęgą jest i basta

Drukuj

Właściwym zwycięzcą jest PSL, który znacząco wzmocni swoją pozycję w koalicji, uzyskując nieograniczone możliwości szantażowania partnerów w sejmikach wojewódzkich. Zapewne koalicja rządowa zablokuje ewentualne tendencje tworzenia koalicji PSL-PIS na poziomie wojewódzkim, ale jak znamy PSL – będzie to Platformę drogo kosztowało.

Wstępne wyniki wczorajszych wyborów  potwierdzają widoczny od wielu elekcji mechanizm, w którym o wynikach nie do końca decydują głosujący – największy wpływ mają nieobecni. Opisywany wielokrotnie  brak alternatywy  dla duopolu powoduje „głosowanie nogami” a raczej nóg tych oszczędzanie w dniu głosowania.

Pobieżna analiza frekwencji o różnych porach wskazuje, że wyborcy przedpołudniowi stawili się prawie w komplecie, wieczorem zaś w lokalach było pustawo. Każdy, kto obserwuje wybory w Polsce wie od razu, że zwiastuje to przewagę PiS.

Nieobecność wyborców PO dała możliwość PiS zdobyć nominalne zwycięstwo. Nie jest pewne jednak, czy  zwycięstwo będzie skonsumowane.  Właściwym zwycięzcą  jest PSL, który znacząco wzmocni swoją pozycję w koalicji, uzyskując nieograniczone możliwości szantażowania partnerów w sejmikach wojewódzkich.  Zapewne koalicja rządowa zablokuje ewentualne tendencje tworzenia koalicji PSL-PIS na poziomie wojewódzkim, ale jak znamy PSL – będzie to Platformę drogo kosztowało.

Przegranym z całą pewnością jest SLD – obciążone jakąś klątwą 9%, których przekroczyć nie może. Wygrana wojna z Palikotem o rząd dusz na lewicy nie pomogła – tych dusz nadal jest bardzo niewiele. Dobrym pytaniem bez racjonalnej odpowiedzi jest – co się stało z wyborcami Ruchu Palikota? Ruchu tego nie ma, SLD nie zyskało, PO także – jak wyskoczyli znikąd tak w jakimś niebycie się rozpłynęli.

Tzw. ruchy miejskie (nazywane nie bez powodu soja-latte lewicą ) czy komitety lokalne (skupiające niemieszczących się w partiach aktywistów) także wg wstępnych danych zapowiadanych rewolucji nie wywołały. KNP nie był  w stanie powtórzyć sukcesu z wyborów europejskich, narodowcy są na bezpiecznie stabilnym poziomie.

Zwycięstwo PiS ma duże znaczenie psychologiczne (i dla zwolenników i dla przeciwników tej partii) ale zapewne niewielkie praktyczne.

Duże znaczenie ma natomiast  przegrana PO – nawet nie dlatego, że przegrali z PIS, ale ze względu na wzmocnienie PSL.

W PO zapewne trwa jakaś analiza. Wynik wyborów nie poprawia pozycji Ewy Kopacz – oczywiście nikt otwarcie nie przypisze jej pełnej odpowiedzialności za ten wynik – ale też nie może pochwalić się dobrym startem swojego szefowania. Część polityków PO zdaje sobie sprawę, że w domach zostało zapewne wielu z tych 2,5 mln, którzy źle znieśli manipulacje przy OFE. Zostali ci, których zniechęcił do głosowania na tę partię jej nieustanny dryf do konserwatyzmu światopoglądowego i etatyzmu w gospodarce. Tacy wyborcy nie zagłosują na PiS – ale zauważają, że zdobywców Madrytu prezes Kaczyński wyrzucił od ręki, a poseł Nowak spokojnie sprawdza czas na swoich zegarkach w klubowej ławie.

Paradoksalnie jednak, wynik wyborów nie pozwoli PO na refleksję i powrót do liberalnych i obywatelskich haseł, dzięki którym mogła zmobilizować wyborców przeważających  szalę na jej rzecz. Wzmocniony koalicjant – to wzmocnienie konserwatyzmu i etatyzmu w polityce rządu. Zapomnijmy o jakichkolwiek postulatach modernizacyjnych. PO w objęciach PSL swój dryf będzie kontynuowała.

Twitter @Marcin_Celiński

Czytaj również